Przyłębska była w czwartek gościem Telewizji Republika, gdzie pytana była o doniesienia ws. złożenia do prokuratury przez prezesa NBP Adama Glapińskiego zawiadomienia wobec liderów PO: Donalda Tuska i Tomasza Siemoniaka w związku z "groźbami karalnymi i próbą wymuszenia decyzji" - słowami o "usunięciu siła kierownictwa NBP" i podobne wypowiedzi pod adresem niej samej.
Donald Tusk groził mi
- stwierdziła, odnosząc się do słów lidera PO Donalda Tuska, który w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" zapowiadał przywrócenie stanu sądownictwa sprzed reformy PiS. Zapytany: "Jak się pani Przyłębska przykuje do fotela, to co?" odparł: "To trzeba odkuć. Po prostu".
Jak oceniła prezes TK, "od wielu lat jest poddawana ciągłemu atakowi". - podkreśliła. Jak dodała, celem jest jej ustąpienie ze stanowiska oraz podważenie autorytetu samego Trybunału.
- mówiła Przyłębska. Podkreśliła, że nie wyobraża sobie, iż mogłaby zostać "odkuta ze stanowiska". oceniła.
Afera mailowa
Przyłębska pytana była również o tzw. aferę mailową - doniesienia medialne o rozmowach, którą miała prowadzić z szefem KPRM Michałem Dworczykiem ws. ustalania daty rozpraw w TK w sprawach, których wynik miał znaczenie dla finansów państwa.
- mówiła. Zaznaczyła, że w sprawach, o których mowa w treści maila, nie była członkiem składu orzekającego, a wyroki, które zapadły w tych sprawach, miały korzystny wynik dla skarżących, a niekorzystny dla Skarbu Państwa.
Prezes TK mówiła, że istnieje określona procedura, która zakłada, że gdy TK przewiduje, iż orzeczenie w danej sprawie będzie niekorzystne dla budżetu państwa, to prezes TK zwraca się z pytaniem do premiera o hipotetyczne koszty. -- wyjaśniła.
autor: Mikołaj Małecki