Polski rząd ma problem z Ukrainą

Antyukraiński zwrot rządu Prawa i Sprawiedliwości jest widoczny gołym okiem dla każdego, kto śledzi polską politykę. Świadczą o nim chociażby ostatnie wypowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego i innych prominentnych przedstawicieli PiS.

Reklama

Pretekstem do konfrontacji stanowisk Ukrainy i Polski było embargo Warszawy na ukraińskie zboże oraz, w konsekwencji, skargi strony ukraińskiej na Polskę do Światowej Organizacji Handlu (WTO). Benzyny do ognia dolał premier, mówiąc: "My już nie przekazujemy uzbrojenia na Ukrainę, my teraz sami się zbroimy w najnowocześniejszą broń". Słowa Morawieckiego odbiły się echem na całym świecie; niektóre zachodnie media pisały o możliwości zerwania polsko-ukraińskiego sojuszu.

Postanowiliśmy sprawdzić, jakie konsekwencje, również w krajowej polityce, może przynieść antyukraiński zwrot PiS. Politolog Rafał Chwedoruk z Uniwersytetu Warszawskiego zwraca uwagę na brak spójności w relacjach z naszym wschodnim sąsiadem i sojusznikiem. Ostatnie działania rządzących idą w stu procentach w poprzek polityki, jaką Prawo i Sprawiedliwość prowadziło od lat wobec Ukrainy – tłumaczy – a już w szczególności od momentu rosyjskiego ataku na ten kraj.

PiS chce ocalić stan posiadania na wsi

Jak zauważa prof. Chwedoruk, PiS, reagując nerwowo na twardą postawę Ukrainy w sprawie embarga, „nie tyle obawia się odpływu wyborców do innej partii, co absencji wyborczej na skutek rozczarowania olbrzymiej części polskiej wsi, chociażby brakiem ochrony rynku krajowych producentów”.Jego zdaniem to efekt mylnego podejścia rządzących w relacjach z Ukrainą.

„PiS postawiło całkowicie błędne diagnozy już na początku wojny – i to mimo ewidentnej sprzeczności interesów ekonomicznych z państwem ukraińskim – mówi. Ta sprzeczność widoczna jest od co najmniej 1945 roku z powodu symetryczności części produkcji rolnej. Do tego dochodzi polityka historyczna Ukrainy z czasów [prezydentów]Poroszenki i Zełenskiego, która nigdzie poza tym państwem nie zyskałaby akceptacji, szczególnie w kontekście okresu II wojny światowej – ocenia nasz rozmówca. W dużym skrócie, chodzi m.in. o rozliczenie zbrodni na Wołyniu z lat 1943-1944, popełnionej przez ukraińskich nacjonalistów na polskiej ludności.

Reklama

Politolog przypomina jednocześnie, że właśnie polityka historyczna była oczkiem w głowie PiS. To coś, z czego PiS chciało uczynić jeden z symboli swoich rządów. Tyle że „polityka historyczna PiS kompletnie nie reagowała na działania państwa ukraińskiego przez długi czas, wyciszając głosy sceptyczne wewnątrz kraju” – tłumaczy ekspert. Wskazuje przy tym na wagę tej sprawy dla elektoratu partii rządzącej. Mamy nadreprezentację wyborców PiS na obszarach, gdzie trafiało wielu Polaków od 1944 roku, np. w województwach lubelskim i podkarpackim. Co więcej, są to tereny, które padły ofiarą terroru UPA[Ukraińskiej Powstańczej Armii – red.] tuż po II wojnie światowej.

Upadek polityki wschodniej PiS

Co równie istotne, kłopoty w relacjach ze wschodnim sąsiadem ujawniają kolejne problemy rządzącej partii. Jak zaznacza prof. Chwedoruk, odwrót od dotychczasowej linii politycznej załamuje dotychczasową narrację o rosnącej pozycji międzynarodowej Polski.

Symbolicznym zakończeniem polityki wschodniej PiS i zarazem jej upadkiem, jest wypowiedź prezydenta Zełenskiego dotycząca zapewnienia Niemcom stałego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ – mówi politolog.I dodaje: Nadzieja PiS na to, że wojna rosyjsko-ukraińska spowoduje gwałtowny wzrost znaczenia Polski i osłabienie Niemiec, okazała się płonna.

Tomasz Mincer