Coraz częściej politycy w sporze z przeciwnikiem politycznym nie przebierają w słowach. - te określenia, kiedyś nie do pomyślenia, padły w politycznych starciach w ostatnich miesiącach. Minister sprawiedliwości uznał, że prawo powinno podążać w ślad za zmieniającymi się, czytaj: coraz gorszymi, obyczajami. Zaproponował więc, . I to niezależnie od tego, czy złe słowo padło na imieninach u cioci, czy w programie telewizyjnym. Przypomnijmy, że obecnie pomówienie kogoś w sytuacji prywatnej jest zagrożone karą jednego roku więzienia, a publiczne zniesławienie nawet dwóch lat.
. I od razu, już na etapie prac komisji, wywołała burzliwą dyskusję. Bo okazało się, że posłowie w kwestii karania mają odmienne zdanie niż minister. Poseł "Większa jest siła rażenia słów wypowiedzianych w mediach niż przez panią Malinowską na targu. Nie chodzi o faktyczne zamykanie do kryminału, ale kara więzienia to sygnał, że tego robić nie wolno" - tłumaczy.
Andrzej Dera, poseł PiS, jest jeszcze bardziej radykalny. . Jego zdaniem kary więzienia i tak nikt się nie boi, bo wyroki zawsze zapadają w zawieszeniu. Ale PiS chciało likwidować ten sam artykuł kodeksu karnego. W zamian proponowało zaostrzenie prawa prasowego i przyspieszenie spraw o zniesławienie w sądzie.
"Przeproszenie po roku, jak obecnie, mija się z celem. To musi być krótka piłka. Ktoś kogoś nazywa baranem, sąd ocenia, czy to zniesławienie, nakazuje przeprosiny i karze wysoką grzywną" - tłumaczy.
Gdy obraźliwe słowa mecenasa zostały upublicznione, zapowiedział oddanie sprawy do sądu i zażądał 5 tys. zł zadośćuczynienia na dom samotnej matki. Już sama zapowiedź spowodowała natychmiastowe przeprosiny i dobrowolną wpłatę na cel charytatywny.
Poseł PO Stefan Niesiołowski to niekwestionowany lider polityków o najbardziej ciętym języku, który , a prezydenta Lecha Kaczyńskiego "małym zakompleksionym człowiekiem". Jest za całkowitą likwidacją przepisu przewidującego kary za pomówienie. "Jeśli chodzi o kulturę języka, to kodeks karny nic tu nie pomoże" - tłumaczy.
. "Jeśli polityk będzie przesadzał, wyborcy go wyeliminują. Tak jak nie zgodzili się np. na porównania do dr. Mengele czy przesadę w wykonaniu Janusza Korwin-Mikkego" - wyjaśnia Niesiołowski.