Skandal! Prom kosmiczny Discovery ma wystartować, mimo że załodze grozi śmiertelne niebezpieczeństwo! Misji sprzeciwia się nawet sam szef bezpieczeństwa amerykańskiej agencji kosmicznej NASA. To jednak nie obchodzi urzędasów. Start Discovery ma pokazać światu, że amerykański program lotów kosmicznych jest najlepszy na świecie.
"Na szczęście mamy plan ratunkowy dla załogi Discovery, inaczej zrobiłbym wszystko, żeby nasi ludzie nie polecieli w kosmos" - mówi Bryan O'Connor szef departamentu
bezpieczeństwa NASA. To pierwszy taki przypadek w historii amerykańskich lotów kosmicznych, że, wbrew zaleceniom szefa bezpieczeństwa, wahadłowiec wystartuje.
Tyle że plan ratunkowy jest bardzo ryzykowny. Gdy prom nie będzie mógł wrócić na Ziemię, to astronauci mają schronić się na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Tam mają czekać na przylot kolejnego promu, który zabierze ich do domu. Nie wiadomo jednak jak długo to potrwa, bo do startu promu musi być odpowiednia pogoda.
Discovery zostanie na orbicie. Promu nie da się ściągnąć na Ziemię. Amerykanie zostaną tylko z dwoma wahadłowcami, a nowe trafią do służby dopiero za kilka lat.
O'Connor o ten pośpiech oskarża NASA. Amerykanie chcą do 2010 skończyć budowę Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Dlatego stare, wysłużone promy muszą co jakiś czas startować i dowozić na MSK sprzęt. Nie ma czasu na gruntowną naprawę i spokojne przygotowanie misji.
Wszystko przez piankę zabezpieczającą zewnętrzny zbiornik paliwa. Jej kawałki mogą odpaść i uszkodzić kadłub wahadłowca. Gdy prom wróci na Ziemię to spłonie w jej atmosferze. Taki tragiczny koniec spotkał astronautów z Columbii. W 2003 siedmioosobowa załoga zginęła podczas powrotu na Ziemię.
Tyle że plan ratunkowy jest bardzo ryzykowny. Gdy prom nie będzie mógł wrócić na Ziemię, to astronauci mają schronić się na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Tam mają czekać na przylot kolejnego promu, który zabierze ich do domu. Nie wiadomo jednak jak długo to potrwa, bo do startu promu musi być odpowiednia pogoda.
Discovery zostanie na orbicie. Promu nie da się ściągnąć na Ziemię. Amerykanie zostaną tylko z dwoma wahadłowcami, a nowe trafią do służby dopiero za kilka lat.
O'Connor o ten pośpiech oskarża NASA. Amerykanie chcą do 2010 skończyć budowę Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Dlatego stare, wysłużone promy muszą co jakiś czas startować i dowozić na MSK sprzęt. Nie ma czasu na gruntowną naprawę i spokojne przygotowanie misji.
Wszystko przez piankę zabezpieczającą zewnętrzny zbiornik paliwa. Jej kawałki mogą odpaść i uszkodzić kadłub wahadłowca. Gdy prom wróci na Ziemię to spłonie w jej atmosferze. Taki tragiczny koniec spotkał astronautów z Columbii. W 2003 siedmioosobowa załoga zginęła podczas powrotu na Ziemię.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|