Wszyscy oskarżeni sami oddali się w ręce międzynarodowego wymiaru sprawiedliwości. Zarzut? Ludobójstwo i współudział w ludobójstwie. Jednak, ten proces to tylko kropla w morzu winy Serbów. O udział w potwornej zbrodni na Muzułmanach podejrzewa się kilkudziesięciu dowódców i polityków serbskich. Pociągający za sznurki Radovan Karadżić, były przywódca Serbów bośniackich, wciąż się ukrywa się.


W Srebrenicy schroniło się kilkadziesiąt tysięcy Muzułmanów. Uciekali przed prześladowaniami Serbów z całej Bośni. Po fali protestów Serbów, gdy Bośnia i Herzegowina ogłosiły niepodległość, ONZ ogłosiła to miasto "strefą bezpieczeństwa".

Żądni krwi Serbowie nie uszanowali jednak woli organizacji międzynarodowych. I 11 lipca 1995 roku wkroczyli do miasta. Dokonali potwornego mordu na mężczyznach i chłopcach. W ciągu tygodnia rozstrzelali 8 tys. muzułmanów. Kobiety i córki wywieziono ze Srebrenicy. I nie powiedziano im, co stało się z ich mężami i synami.

Do tej pory za mord skazano dwóch Serbów. 46 lat posiedzi w więzieniu generał Radislav Krsticić, zwany "katem Srebrenicy". Drugi Drażen Erdemović, który rozstrzelał 70 Arabów, dostał tylko pięć lat. I dziś jest już wolnym człowiekiem.

Za śmierć Muzułmanów odpowiadają też wojska międzynarodowe, które miały czuwać nad ich bezpieczeństwem. W momencie pogromu holenderscy żołnierze wycofali się. A dowództwo misji ONZ nie podjęło decyzji o zaatakowaniu Serbów z powietrza.