Wojna szaleje na całego. Rakiety trafiają coraz dalej. Wystrzelony przez Hezbollah pocisk trafił w cel w mieście Afula - 50 km w głąb Izraela! Giną też - teoretycznie niezwiązani z terrorystami - żołnierze libańscy. Izrael ostrzelał bowiem bazy wojskowe na północy Libanu. Tymczasem nad ranem w Hajfie - trzecim pod względem wielkości mieście Izraela - znów słychać było syreny ostrzegające przed rakietowym atakiem Hezbollahu.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że w tej wojnie najbardziej cierpią cywile. Kolejne ofiary przyniosły naloty w okolicy stołecznego Bejrutu, gdzie pocisk uderzył w jeden z domów, zabijając troje cywilów. Nic nie dają apele światowych przywódców. Wręcz przeciwnie - spirala - także słowna - się nakręca. Po niedzielnych atakach na Hajfę premier Izraela Ehud Olmert zagroził daleko idącymi konsekwencjami, a przywódca Hezbollahu Sayyed Hassan Nasrallah ostrzegł, że konfrontacja z Izraelem dopiero się zaczyna.

Wśród rozmaitych głosów dochodzących z całego świata najrozsądniej, choć najmniej optymistycznie, zabrzmiała opinia amerykańskiej sekretarz stanu Condoleezzy Rice. Powiedziała ona, że USA są zatrwożone cywilnymi ofiarami konfliktu, ale zdają sobie sprawę, że nawet natychmiastowe wstrzymanie ognia nie rozwiąże problemu.