Uchodźcy ukrywali się w budynku, który wzięły na cel izraelskie samoloty. Zbombardowany runął jak domek z kart, grzebiąc pod gruzami 57 osób, w tym 37 dzieci.
Ten atak przepełnił czarę goryczy. Z całego świata na Izrael natychmiast spadła ostra krytyka. I rząd ugiął się pod tym międzynarodowym atakiem. Rzeczniczka izraelskiego gabinetu wyraziła ubolewanie i zapowiedziała jak najszybsze wszczęcie śledztwa w sprawie masakry.
Rada Bezpieczeństwa ONZ wyraziła "głęboki szok i przygnębienie" - tak głosi oświadczenie przyjęte przez Narody Zjednoczone. Na tym koniec, bo choć sekretarz generalny ONZ Kofi Annan domagał się od Izraela natychmiastowego zawieszenia broni, nie udało mu się przekonać pozostałych państw członkowskich. Nie zgodziły się USA. Wszyscy są za to zgodni, że trzeba wyjaśnić sprawę tragicznego nalotu na Kanę.
A śledztwo jest konieczne, bo w całej sprawie jest zbyt wiele znaków zapytania. Żydowscy generałowie na wieść o masakrze rozłożyli ręce i oznajmili, że - owszem - atakowali Kanę, ale siedem godzin przed tragedią. Zdejmują odpowiedzialność ze swoich barków, obwiniają bojowników Hezbollahu, czy nie wiedzą, gdzie i na kogo uderzają ich samoloty? To ma wyjaśnić śledztwo.