Jedną z ofiar nowych przepisów o użyciu broni padł Jason Rosenbloom z Florydy. Wynosząc przed swój dom torby ze śmieciami, złamał przepisy i wystawił o dwie więcej, niż mu było wolno. Zwrócił mu na to uwagę sąsiad, Kenneth Allen, emerytowany policjant. Między panami doszło do ostrej wymiany zdań. Allen zniknął w domu, by za chwilę pojawić się z pistoletem w dłoni. Roesnbloom podniósł ręce, ale za chwilę leżał już z dwiema kulami w klatce piersiowej. Cudem tylko przeżył atak.

Prawnicy komentujący zajście uważają, że rok wcześniej Kenneth Allen odpowiadałby za usiłowanie zabójstwa sąsiada, lecz po wprowadzenia zasady "stand your ground" (broń się tam, gdzie jesteś) uniknął wszelkiej odpowiedzialności. Nowy przepis, który jako pierwsza wprowadziła Floryda, zwalnia osobę, która czuje się przez kogoś zagrożona, od konieczności podjęcia próby ucieczki. Zamiast tego pozwala od razu wyciągnąć broń i ewentualnego napastnika zastrzelić. Allen uniknął kary, twierdząc, że "sąsiad wsadził stopę w jego drzwi, a on tylko bronił domu". Fakt, że napastnik był nieuzbrojony i w piżamie, w oczach sądu nic nie znaczył.

Z wyłączeniem kin, barów i restauracji zmienione przepisy pozwalają na swobodne noszenie broni po ulicy praktycznie każdej pełnoletniej osobie. "Na przemoc trzeba odpowiadać przemocą, także ze śmiertelnymi jej konsekwencjami" - głosi tekst ustawy. Strach myśleć, co czeka zgubionego turystę, który o drogę zapyta lękliwego i uzbrojonego przechodnia.