Amerykański student kupił w sklepiku z pamiątkami w Boliwii pół laski dynamitu. Chciał dowieść, że przemyci go do Stanów. Skończyło się alarmem bombowym w Houston.
Howard McFarland Fish okpił celników z Buenos Aires, skąd wylatywał jego samolot. Włożył trefną pamiątkę do butelki z colą. Wpadł jednak w Houston. Celnicy sprawdzali bagaże, a pies tropiący od razu wskazał jego walizkę. Funkcjonariusze przeczesali bagaż i znaleźli bombę.
Nic nie pomogło tłumaczenie, że to pamiątka z wczasów w Boliwii, a sam pasażer nie chciał nikomu zrobić krzywdy. Błagał celników, by ci tylko skonfiskowali bagaż, a jego puścili wolno. Strażnicy pozostali niewzruszeni - 21-letni student trafił do aresztu.
Najgorsze jednak dopiero przed nim. Prokurator nie wierzy jego tłumaczeniom i chce oskarżyć go o terroryzm. Może mu grozić nawet dożywocie!
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|