Dziennik Gazeta Prawana logo

Dynamit na amerykańskim lotnisku

12 października 2007, 13:21
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Amerykański student kupił w sklepiku z pamiątkami w Boliwii pół laski dynamitu. Chciał dowieść, że przemyci go do Stanów. Skończyło się alarmem bombowym w Houston.

Howard McFarland Fish okpił celników z Buenos Aires, skąd wylatywał jego samolot. Włożył trefną pamiątkę do butelki z colą. Wpadł jednak w Houston. Celnicy sprawdzali bagaże, a pies tropiący od razu wskazał jego walizkę. Funkcjonariusze przeczesali bagaż i znaleźli bombę.

Nic nie pomogło tłumaczenie, że to pamiątka z wczasów w Boliwii, a sam pasażer nie chciał nikomu zrobić krzywdy. Błagał celników, by ci tylko skonfiskowali bagaż, a jego puścili wolno. Strażnicy pozostali niewzruszeni - 21-letni student trafił do aresztu.

Najgorsze jednak dopiero przed nim. Prokurator nie wierzy jego tłumaczeniom i chce oskarżyć go o terroryzm. Może mu grozić nawet dożywocie!

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj