Armia nie chce wysłać księcia Harry'ego na pierwszą linię frontu w Iraku. Wojskowi boją się, że gdy tylko książę wyląduje na pustyni, od razu terroryści z całego Iraku będą na niego polować.
Sam Harry się wścieka. "Jeśli armia będzie chciała mnie chronić i trzymać gdzieś na zapleczu to rzucam mundur. Chcę być traktowany jak każdy normalny żołnierz" - krzyczy. Przecież nie po to studiował w elitarnej szkole wojskowej w Sandhurst i nie po to został dowódcą plutonu czołgów, by tkwić w schronie.
Wojskowi jednak boją się, by na Harry'ego nie zaczęli polować terroryści. To zagrażało by nie tylko jemu, ale także jego podwładnym. Brytyjska armia nie może sobie pozwolić na śmierć wnuka królowej, dlatego nie ma szans, by książę powąchał proch.
I gdzie te czasy, gdy królowie Anglii i następcy tronu walczyli w pierwszym szeregu?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|