Na ulicach Biesłanu nie słychać dziś dziecięcego śmiechu. Puste są place zabaw, bo w okolicznych domach nie ma już żadnego dziecka. A te, które ocalały z zamachu terrorystycznego, wciąż są w szoku. Boją się wychodzić z domu, boją się oglądać telewizję. Boją się wszystkiego i wszystkich. Strach w Biesłanie ma się dobrze. Nawet dziś, w drugą już rocznicę dramatu.

Dziećmi opiekują się psychiatrzy. Ale nie dają nadziei na rychłą poprawę ich stanu. "Najlepiej, gdyby te dzieci wyjechały stąd na stałe. By nie oglądały ruin szkoły, gdzie przeżyły taki dramat. Ale to niestety dla wielu niemożliwe. Dlatego będą cierpieć. A wiele z nich nie da sobie z tym rady nigdy" - taką przerażającą przyszłość przedstawiają specjaliści.

Dramat przeżywają też dorośli. Ci, którzy stracili bliskich, często całe rodziny, oskarżają tych, którzy przeżyli. Najgorzej mają nauczycielki i dyrektorka szkoły. To na nich skupiła się bezsilna nienawiść cierpiących. Jedni zarzucają im, że gdy wybuchły bomby i strzelanina, uciekały tylko ze swoimi dziećmi. Drudzy - że niepotrzebnie rozmawiały z terrorystami. A jeszcze inni, że nie rozmawiały...

Dotąd spotykały się tylko z krzykiem i pogróżkami na ulicy. Teraz na drzwiach ich mieszkań pojawiły się napisy: "Zginiesz".

Dlatego część z nich już uciekła z Biesłanu. Ale te, które zostały, jak dyrektorka zaatakowanej szkoły podstawowej nr 1, są u kresu wyczerpania. Zdarza się im myśleć o samobójstwie.







Oliwy do ognia dolewają jeszcze władze Rosji, które ignorują cierpiących ludzi. Którzy dalej nie wiedzą, dlaczego ta rzeź się rozegrała, bo wyniki śledztwa ciągle są blokowane przez Kreml. Nawet dla lokalnych prokuratorów. Moskwa boi się ujawnić szczegóły antyterrorystycznej akcji, bo prawdopodobnie była fatalnie przygotowana. I dlatego zginęło tyle osób.

Dziś druga rocznica koszmaru. 1 września 2004 roku kaukascy terroryści wtargnęli do szkoły podstawowej nr 1. Wzięli 1127 zakładników, głównie dzieci, które przyszły na rozpoczęcie roku szkolnego. Przez dwa dni ludzie byli stłoczeni w sali gimnastycznej, katowani, bez wody i jedzenia. Oprawcy zabijali zakładników, dobijali chorych.

Ale prawdziwe piekło rozegrało się trzeciego dnia. Kiedy Rosjanie wzięli szkołę szturmem. W krwawej jatce zginęło 318 zakładników, w tym 186 dzieci. Rzeź zorganizował Szamil Basajew, przywódca czeczeńskich bojowników. Rosjanie zabili go w lipcu tego roku.