Był uzbrojony i naćpany. Młody mężczyzna wziął pięciu zakładników na poczcie pod Paryżem. Nie chciał się poddać. Policja nie miała wyjścia - musiała go zastrzelić.
Bandyta miał dwa pistolety. Najpierw ostrzelał pobliski posterunek policji. Jeden strzał padł też w budynku poczty w mieście Limay na zachód od stolicy Francji. Z przestępcą rozmawiali policyjni negocjatorzy. Próbowali namówić porywacza, by uwolnił zakładników, wśród których byli pracownicy poczty, ale też klienci. Niestety, negocjacje zakończyły się fiaskiem.
Dramat zakładników trwał ponad trzy godziny. Na szczęście nikt nie został ranny. Zastrzelony porywacz miał 25 lat.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|