Część państw już dziś łapczywie spogląda na wody położone na północ od Spitsbergenu i na wschód od Grenlandii. Arktyka to obszar dziewiczy zarówno w rozumieniu geograficznym, jak i politycznym, nie wyznaczono tu jeszcze granic ani stref wpływów, a roszczenia wysuwa sześć państw: Kanada, Stany Zjednoczone, Rosja, Norwegia, Dania i Islandia. Cztery pierwsze już teraz uwikłane są w różne spory terytorialne.
Latem ubiegłego roku pokrywa lodowa nad Arktyką skurczyła się do najmniejszego obszaru, odkąd prowadzone są badania, a naukowcy obawiają się, że jeśli nadal będzie maleć w obecnym tempie, za 60 lat na biegunie północnym w ogóle nie będzie lodu.
Na Arktyce jest się o co bić, bo zalegają tam złoża ropy naftowej szacowane na 375 mld baryłek, co stanowi jedną czwartą niewydobywanych światowych zasobów oraz równie znaczące pokłady gazu ziemnego. Gaz z Morza Barentsa eksploatuje już norweski Statoil, ale wydobycie utrudnia trwający od 35 lat spór graniczny między Norwegią a Rosją. Moskwa nie ustaliła także granicy morskiej ze Stanami Zjednoczonymi na północ od dzielącej oba państwa Cieśniny Beringa. Obie strony zgłaszają też pretensje do tej części tafli lodowej, bowiem w efekcie jej topnienia wkrótce będzie tam można łowić ryby.
Jacqueline McGlade, dyrektorka Europejskiej Agencji Ochrony Środowiska, powiedziała w rozmowie z DZIENNIKIEM, że w Murmańsku już dziś trwają prace nad budową floty specjalistycznych okrętów przygotowanych do eksploatacji mórz arktycznych. "To są bardzo drogie okręty o napędzie atomowym. Rosjanie budują te trawlery z myślą o podboju bieguna" - mówi McGlade.