Dziś o 12.00 polskiego czasu rozpoczynają się wybory do Kongresu USA, władz stanowych i lokalnych. Ostatni sondaż daje demokratom zwycięstwo 51:45 procent głosów. Co więcej, przewodniczącą Izby Reprezentantów po raz pierwszy w historii USA może być kobieta, pacyfistka i zwolenniczka legalizacji małżeństw homoseksualnych - Nancy Pelosi.
"To dla demokratów przełomowy moment. Po chudych latach złapali wiatr w żagle i są zdecydowani, by go wykorzystać" - komentuje przedwyborczą atmosferę w USA w rozmowie z DZIENNIKIEM Michael Cox, amerykanista z London School of Economics. Dodaje jednak, że republikanie nie poddadzą się bez walki. Prawica już wytoczyła najpotężniejsze działa. Na chwilę przed otwarciem punktów wyborczych do boju ruszył wiceprezydent Dick Cheney, który w programie publicystycznym "This Week" telewizji ABC straszył, że oddanie głosu na demokratów oznacza chaotyczny odwrót z Iraku i opanowanie tego kraju przez terrorystów.
Demokraci najprawdopodobniej zdobędą Izbę Reprezentantów, jednak republikanom uda się utrzymać minimalną większość w Senacie. Lewica wygra również w większości wyborów na gubernatorów, co zapewni jej władzę w większości stanów.
Republikanów mocno zaboli oddanie kontroli nad Kongresem. Wszystko dlatego, że lewica przejmie komisje parlamentarne i najprawdopodobniej zacznie rozliczać politykę iracką republikanów. Już niebawem można się spodziewać wywlekania spraw związanych z marnotrawieniem funduszy na odbudowę tego kraju. Właśnie w ten sposób demokraci chcą walczyć z administracją George'a Busha i przygotowywać się do kampanii prezydenckiej w 2008 roku. Z nadzieją, że po ośmiu latach przerwy odzyskają wreszcie Biały Dom.