Natura ciągnie wilka do lasu, a Hammonda do samochodów. Na pierwszą przejażdżkę słynny brytyjski dziennikarz zasiadł za kierownicą klasycznego morgana. I wybrał się na jesienną wycieczkę z żoną Mindy.
Hammondowi, przez kolegów z kultowego programu motoryzacyjnego "Top Gear" nazywanemu Chomikiem, dopisywał świetny humor. "Czuję się, jakbym wrócił tam, gdzie zawsze powinienem być" - mówił dziennikarzom "Daily Mirror". To dobrze, bo lekarze, którzy ratowali mu życie po wypadku, nie mieli dobrych wieści. "Ma uszkodzony mózg" - powiedzieli żonie Hammonda, zanim jeszcze odzyskał przytomność.
"Nigdy nie zapomnę tego dnia, gdy się rozbiłem" - przyznaje "Chomik". Ale nie zapomniał też o milionach fanów. To właśnie dla nich tak szybko chciał wrócić do zdrowia. I udało się.
We wrześniu dziennikarz próbował pobić rekord prędkości. Pędził odrzutowym samochodem po specjalnym torze prawie 500 km/h, gdy niespodziewanie wypadł z trasy i przekoziołkował ponad 100 metrów. Lekarze mówią, że to cud, że w ogóle przeżył ten wypadek.