Tony Blair zaszokował wszystkich - i zwolenników, i przeciwników. "Inwazja na Irak była porażką" - wypalił niespodziewanie w telewizji Al-Dżazira. Nie było to jednak polityczne samobójstwo, a jedynie szczerość na koniec kadencji.
Blair mógł sobie pozwolić, by w katarskiej stacji powiedzieć to, co wszyscy jego rodacy od dawna wiedzą. Niedługo przestanie być premierem. Dlatego śmiało przyznaje, że wojska koalicji poniosły w Iraku klęskę. Że sytuacja go przerosła.
"Trudności, jakie napotkaliśmy, nie wynikły ze złego planowania. Al-Kaida z sunitami z jednej strony, bojówki irańskie z drugiej - to powoduje, że chęć większości, która dąży do pokoju, jest zastępowana dążeniem mniejszości do wojny" - przyznał Blair. I winą za zrujnowanie Iraku obarczył... Al-Kaidę.
A w ciągu trzech lat, odkąd zachodnie wojska okupują Irak, zginęło 125 brytyjskich żołnierzy. Prawie pięć tysięcy zostało rannych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl