Prezydent Białorusi podpisał specjalny dekret dający komisjom prawo do decydowania o losie dzieci. Wystarczy, by jakiś urzędnik uznał, że rodzice wywierają "zły wpływ", piją czy biorą narkotyki, a od razu przed domem pojawi się radiowóz milicyjny i dzieciak wyląduje w domu dziecka.
Oczywiście Łukaszenko jest sprytny. Bo chce, by za pobyt dziecka w placówce opiekuńczej płacili rodzice. A, jeśli ci pracy nie mają, to zostaną przymusowo zatrudnieni w państwowej firmie.
Opozycja jednak już się boi, że komisje za złe wychowanie będą uznawać krytykę białoruskiego tyrana i w domach dziecka wylądują dzieci opozycjonistów. A tam nauczą sie patriotyzmu według Łukaszenki.
Okazuje się więc, że białoruski dyktator zamierza mieć kontrolę nie tylko nad tym, jak żyją dorośli Białorusini, ale także jak wychowywane są dzieci. W ten sposób chce zapewnić sobie całkowicie oddanych poddanych, tak by nikt nie śmiał się buntować przeciw jego władzy w przyszłości.