Każda zguba ma swoją historię. Zwłaszcza jeżeli chodzi o kobietę. "A ona?" - mógłby powiedzieć taksówkarz, pokazujący na chrapiącą pijaną dziewczynę, którą pasażer zostawił w aucie. "To? To jest napiwek" - zdawał się bełkotać londyńczyk. I poszedł do domu, a zalana dama wylądowała na komisariacie.
Większe szczęście miał inny kierowca, który na tylnym siedzeniu znalazł woreczek z diamentami wartymi sto tysięcy funtów (ok. 560 tys. zł). Taksówkarz z dnia na dzień stał się bogaczem. Koledzy mogli mu tylko zazdrościć majętnego pasażera. Bo oni mogli dostać w "spadku" na przykład karabin maszynowy czy stary teleskop.
Lista zgub jest oczywiście bardzo długa. Ale o takich drobiazgach, jak 56 tys. komórek czy trzy tysiące laptopów, nie warto nawet wspominać. To przecież standard.
Jednak warto podkreślić, że taksówkarze z Londynu są naprawdę uczciwi. Bo aż 96 proc. zagubionych rzeczy trafia z powrotem do nieuważnych właścicieli. Choć wyjątkiem jest woreczek z diamentami. Ale temu akurat trudno się dziwić.