Gdy na mównicę wychodzi prezydent George Bush - od razu wiadomo, że może stać się coś śmiesznego. A to wita króla Hiszpanii jako prezydenta, a to nie wie, którego stanu jego brat jest gubernatorem i myli Teksas z Florydą. Mało tego, kiedyś pomachał niewidomemu muzykowi Steve Wonderowi. I wściekł się, że piosenkarz mu nie pomachał z powrotem.
Borys Jelcyn, poprzedni prezydent Rosji, nie ustępował Bushowi w gafach. Kiedyś jego samolot wylądował na lotnisku w Irlandii. Gdy pojawiły się władze kraju, by przywitać niespodziewanego gościa, okazało się, że to nie żadne odwiedziny. Tylko Jelcyn przesadził z alkoholem i na kacu nie mógł wytrzymać huku silników. A do historii przejdzie jego dyrygowanie orkiestrą podczas wizyty w Niemczech. Wygląd i kolor jego twarzy dowodził, że także wtedy był "pod wpływem".
Obecny prezydent Rosji Władimir Putin znany jest tylko z kiepskich żartów. Gdy podczas konferencji prasowej dziennikarze zaczęli mu zadawać niewygodne pytania, odpowiedział: "Już po was jadą z Łubianki" (czyli z siedziby służb specjalnych). Gratulował także premierowi Izraela Ehudowi Olmertowi skandalu w Izraelu, gdzie prezydent Mosze Kacaw jest podejrzewany o molestowanie 10 kobiet. Putin powiedział: "Zuch ten wasz prezydent, 10 dał radę".
Ale nie ma się co śmiać z zagranicy. Bo nasi przywódcy także dają plamę. Już nie wspominamy bolących goleni prezydenta Kwaśniewskiego, czy jego owijania się w flagę i wchodzenie przez bagażnik do samochodu. Słynna też stała się sukienka premierowej Millerowej, która na przywitanie japońskiej pary cesarskiej założyła różową kreację z napisem "sexy, pink, love, romance".
Nasze nowe władze też potrafią zaskoczyć. Limuzyna prezydencka Lecha Kaczyńskiego miała odwrotnie założone flagi. I wyglądało na to, że jedzie książę Monako. A gdy do Warszawy przyjechała rosyjska delegacja, powitały ją flagi Czech. Do historii przeszło też słynne "Spieprzaj dziadu", wygłoszone przez Lecha Kaczyńskiego.