W strugach ulewnego deszczu słowaccy strażacy przeszukują gruzowisko, jakie pozostało po zakładach likwidacji amunicji w Novakach. Nieznany jest los pięciu pracowników fabryki, ale szanse na znalezienie ich żywych są minimalne.
Potężna eksplozja wstrząsnęła Novakami wczoraj. Dwie osoby nie żyją - to pewne. Wciąż jednak nie wiadomo, co stało się z pozostałymi ludźmi. Szuka ich kilkudziesięciu ratowników, którzy metr po metrze przeczesują ruiny, ale też okoliczne lasy.
W 20-metrowym kraterze po wybuchu szczątków ciał nie było. Możliwe jednak, że ratownicy nigdy ich nie znajdą, bo w chwili eksplozji temperatura sięgnęła aż 3 tys. stopni. Padający w Novakach deszcz pomaga strażnikom i pirotechnikom, bo skutecznie chłodzi amunicję. Niestety, ryzyko kolejnego wybuchu wciąż jest ogromne.
W szpitalach wciąż leży 17 rannych osób.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|