"Konieczne jest unowocześnienie uzbrojenia spadochroniarzy i poważne dofinansowanie desantu" - powiedział Sierdukow w wywiadzie dla agencji RIA Nowosti. Jego słowa sprecyzował dowódca komandosów generał Aleksandr Kołmakow - jeśli od żołnierzy tej formacji wymaga się wygrywania wojen, muszą mieć dostęp do najbardziej wyrafinowanej techniki wojskowej: jeździć najnowocześniejszymi transporterami opancerzonymi, strzelać z nowczesnych karabinów, latać nowymi samolotami, dysponować niezawodnymi środkami łączności i systemami dowodzenia.
Zapowiedzi ministra obrony i generała Kołmakowa to również sygnał dla Zachodu. Rosja - podobnie zresztą jak NATO - reformę armii zaczyna od unowocześnienia wojsk, które tradycyjnie są uznawane za "korpus ekspedycyjny" - wyspecjalizowany w prowadzeniu wojen poza granicami kraju. Moskwa zdaje sobie sprawę, że to poważny atut w grze o wpływy na świecie.
"Ludzie na Kremlu doskonale wiedzą, że aby nadal liczyć się na Kaukazie, czy w grze o kontrolę nad zasobami energetycznymi rejonu Morza Kaspijskiego, muszą mieć do dyspozycji nowoczesne wojska powietrznodesantowe" - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM Alex Marshall, specjalista do spraw Rosji z Brytyjskiej Akademii Obrony.
Owiane legendą rosyjskie jednostki powietrznodesantowe niebawem przeżyją swoją drugą młodość. Nowy minister obrony Anatolij Sierdukow zapowiedział, że do końca 2011 r. dwukrotnie zwiększą się zdolności bojowe "diesantu", liczącej prawie 50 tys. żołnierzy formacji - pisze DZIENNIK.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Reklama
Reklama
Reklama