Miliarder Borys Bieriezowski, wdowa po Aleksandrze Litwinience - Marina i dysydent Aleks Goldfarb. To najważniejsi założyciele Fundacji im. Litwinienki, byłego rosyjskiego szpiega otrutego kilka miesięcy temu polonem. Wolontariusze pracujący dla tej organizacji mają pomóc wyjaśnić jego śmierć.
Marina Litwinienko chce, by fundacja nie tylko dochodziła, kto i dlaczego zabił jej męża. Chce też, by organizacja pomagała każdemu, kto znajdzie się na celowniku Rosjan. Na ratunek mogą też liczyć przypadkowi ludzie, którzy doznali krzywdy od rosyjskich zamachowców. Przykładu nie trzeba szukać daleko - polonem, którym zabito Litwinienkę, mogły się zatruć tysiące innych osób.
Aleksander Litwinienko był agentem tajnych rosyjskich służb. Uciekł do Anglii przed gniewem Kremla. W listopadzie ubiegłego roku ktoś otruł go polonem. Wdowa i przyjaciele oskarżają o to morderstwo Moskwę.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|