Rodzice dostali tylko kilka dni, by zmusić swe pociechy do ponownego zapisania się do szkoły. Muszą też zapłacić karę za to, że nie zajmowali się dziećmi i te nie skończyły dziewięcioletniej obowiązkowej szkoły. Jeśli dzieci nie wrócą do szkoły, to bez świadectwa ukończenia nie dostaną żadnych urzędowych dokumentów.
Rodzice tłumaczą, że ci, którzy wylecieli, to dobre dzieci, ale albo im nauczyciel nie pasował, albo nie potrafiły się niczego nauczyć. Zresztą już ułożyły sobie życie i nie mają zamiaru wracać do szkoły. Ale władze prowincji są nieubłagane. W końcu komitet centralny partii komunistycznej wydał zarządzenie, że w danej prowincji ze szkół może wylecieć nie więcej niż trzy procent uczniów. Dlatego musiały jakoś zmusić nieuków i rozrabiaków do powrotu w szkolne mury.
To ma być też bat na tych, którzy choćby pomyślą o tym, by zrezygnować z nauki. W końcu każdy chce mieć prawo jazdy, a może nawet i żonę.