Krajowcy małych wysp Pacyfiku zbuntowali się. Mieli dość sprowadzania drogiej ropy naftowej, której na dodatek ciągle mieli za mało. Dlatego wpadli na genialny pomysł i zaczęli przerabiać kokosy na paliwo.
Nie potrzeba dużych rafinerii czy tankowców. Olej wytwarzają sobie sami krajowcy. Wystarczy kilka prostych chemicznych procesów i mamy świetnej jakości olej. Wystarczy wlać go do baku i już można jechać. Nie różni się niczym od ropy. Oprócz tego, że jest tańszy i mniej szkodzi środowisku.
Na kokosach jeżdżą nie tylko zwykli ludzie, ale także urzędnicy i policjanci. Dzięki kokosom nie muszą czekać na tankowce i płacić fortunę za ropę. A to pomaga wyspiarskim gospodarkom, bo wcześniej, gdy brakowało paliwa, to cały przemysł na wyspach stawał.
A na kokosach wyspiarze mogą zbić kokosy, bo technologią produkcji zaczyna interesować się wiele krajów, które także chcą zamienić ropę na olej kokosowy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz