36 tys. dolarów - tyle kosztowała byłego tajlandzkiego premiera Thaksina Shinawatrę wizyta w moskiewskim barze szybkiej obsługi. Bo gdy zamawiał hamburgera, złodziej zwędził mu portfel i aparat fotograficzny.
Najgorsze jednak, że stracił wszystkie dokumenty. Głupio mu było pójść do ambasady i poprosić o nowe, bo przecież rządząca Tajlandią junta wojskowa wygnała go z kraju. Bał się, że jak wejdzie na teren placówki, to go natychmiast aresztują. Ale wszyscy byli bardzo mili i uśmiechnięci. Szybko dostał tymczasowe papiery. Obiecano mu też, że paszport dostanie wkrótce.
Shinawatra pojechał do Moskwy po doktorat honoris causa jednej z moskiewskich ekonomicznych uczelni. Potem chciał jeszcze sobie pozwiedzać. Widać, kosztowało go to bardzo dużo...
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|