Tematem rozmowy w Bagdadzie była sytuacja w Iraku. Obie strony reprezentowali ambasadorzy w tym kraju: Ryan Crocker i Hasan Kazemi. Obaj przyjechali do pilnie strzeżonej rezydencji premiera Iraku w Zielonej Strefie - ogrodzonej dzielnicy stolicy.
"Między dwoma krajami są dobre intencje, zrozumienie i zaangażowanie" - opowiadał po spotkaniu rzecznik irackiego rządu Ali al-Dabagh. Szczegółów jednak nie ujawniono. "Strona amerykańska stawia pewne zarzuty Iranowi, a strona irańska ma pewne zastrzeżenia dotyczące obecności sił USA na ziemi irackiej, co uważa za zagrożenie dla swego rządu" - powiedział al-Dabagh.
Już przed spotkaniem nikt się nie łudził, że przyniesie ono jakieś konkretne rezultaty. Ale wszyscy zwracali uwagę na to, że sam fakt oficjalnych rozmów z Iranem to duży przełom. Do tej pory prezydent Bush bardzo mocno im się sprzeciwiał. Iran to przecież część "osi zła". Chaos w Iraku przybrał jednak takie rozmiary, że Bush szuka już pomocy wszędzie.
Oficjalne stosunki dyplomatyczne między USA a Iranem ustały w 1980 roku. Wtedy Irańczycy zajęli amerykańską ambasadę w Teheranie. Wzięto 66 zakładników. Kryzys trwał 444 dni.