Wszystko dlatego, że Wiktor Janukowycz płacił każdemu, kto pojawił się na demonstracji. A żeby protesty przeciwko prezydentowi odniosły skutek, musiały być bardzo liczne.

"Podczas dwóch miesięcy, od 2 kwietnia, w stolicy Ukrainy protestowało prawie 700 tys. osób. Wszystkim Janukowycz opłacił podróże do Kijowa, noclegi i wyżywienie. Popierający premiera dostawali też 20-dolarowe honorarium" - twierdzi Serhij Taran, szef Międzynarodowego Instytutu Demokracji w Kijowie.

Janukowycz musiał też zapłacić za wszystkie gadżety, które potrzebne były demonstrantom - od piszczałek po megafony i transparenty. Co więcej, ci, którzy protestowali w nocy, dostawali wynagrodzenie podwójne. Skąd Janukowycz wziął 73 mln dolarów? "Premierowi pomogli biznesmeni" - twierdzi Międzynarodowy Instytut Demokracji.

Kryzys na Ukrainie rozpoczął się w kwietniu, gdy prezydent Juszczenko zdecydował o rozwiązaniu parlamentu. Z tą decyzją nie zgadzał się premier Janukowycz. Po dwóch miesiącach protestu premier i prezydent dogadali się. Na 30 września wyznaczyli datę przedterminowych wyborów parlamentarnych.