Australijska Komisja Wyborcza poinformowała, że według obecnych danych oficjalnych, centrowo-lewicowa Partia Pracy i opozycyjni konserwatyści z Partii Liberalnej (LPA) posiadają po 71 miejsc w 150-osobowej Izbie Reprezentantów (izbie niższej parlamentu). Oznacza to, że żadna z nich nie uzyskała większości absolutnej wynoszącej 76 mandatów.

Reklama

"Rzecz jasna, nie można w tej chwili wyłonić zwycięzcy. Będziemy jednak nadal walczyć aby sformować rząd tego kraju" - powiedziała Gillard na spotkaniu ze swoimi zwolennikami w Melbourne. Natomiast przywódca konserwatystów Tony Abbott powiedział, że niezwłocznie przystąpi do rozmów z deputowanymi niezależnymi w celu sformowania rządu.

Zdaniem analityków, polityka zagraniczna Australii nie ulegnie zmianie niezależnie od tego która partia ostatecznie wygra. Spór dotyczy jedynie problemów wewnętrznych, takich jak imigracja, opieka zdrowotna i walka ze zmianami klimatu.

Ocenia się, że liczba deputowanych niezależnych w obecnym parlamencie wzrośnie z dotychczasowych 2 do 3, być może 4. Trzech z nich to byli członkowie ugrupowań konserwatywnych. Może to przesądzić o zwycięstwie Abbotta w rozmowach o sformowaniu rządu.

Obecne wybory przyniosły najbardziej niezdecydowany wynik od 1961 r. kiedy konserwatyści utrzymali się przy władzy większością 1 głosu.



Zdaniem politologa Normana Abjoersena z Australian National University, najprawdopodobniej powstanie niestabilny rząd konserwatywny pod przywództwem Abbotta, uzależniony od poparcia deputowanych niezależnych. Podobnie jak inni analitycy, ocenia on, że koalicja z Niezależnymi może przynieść Abbottowi 73-74 miejsca, czyli o 1-2 więcej niż Partii Pracy.

Według obecnych prognoz, wybory zakończą się sukcesem australijskich Zielonych, na których głosowała rekordowa liczba wyborców. W rezultacie po raz pierwszy zdobyli co najmniej 1 miejsce w Izbie Reprezentantów i być może zwiększą swoją obecność w Senacie z 5 do 9 senatorów.

Australijskie media elektroniczne, analizując na gorąco wyniki wyborów, wskazują jako przyczynę słabego wyniku laburzystów zapowiedź podniesienia o 40 proc. podatków płaconych przez potężny australijski przemysł górniczy. Zareagował on kampanią medialną wymierzoną przeciwko rządowi, mimo iż Australia pozostała jednym z niewielu krajów świata, który nie odczuł skutków światowego kryzysu gospodarczego.

We własnej partii ambitna pani Gillard straciła sporo ze swej popularności zdobytej u boku poprzedniego premiera, Kevina Rudda, ze względu na bezwzględność, z jaką wykorzystała w czerwcu tego roku jego bardzo osłabione notowania w sondażach.