Do ostatniej chwili adwokat szefa rządu i zarazem deputowany jego partii zabiegał o to, aby reportaż nie został nadany, co opozycja uznała za próbę zastosowania prewencyjnej cenzury.

Reklama

Tematem materiału dziennikarzy śledczych włoskiej telewizji publicznej były niejasności wokół willi oraz terenu zakupionych przez Berlusconiego w Nonsuch Bay na karaibskiej wyspie w 2007 roku za 22 miliony euro. Nacisk położono na to, że nie wiadomo dokładnie, od kogo nieruchomości te zostały kupione.

Jak wynika z dziennikarskiego śledztwa wszystko wskazuje na to, że to rezultat transferu pieniędzy do raju podatkowego, gdyż uczestniczył w tym specjalizujący się w takich transakcjach szwajcarski bank Arner. To za jego pośrednictwem pieniądze z tej operacji wpłynęły z włoskich rachunków Berlusconiego na konto tajemniczej firmy o nazwie Flat Point, zarejestrowanej na wyspie. Kto jest jej właścicielem - nie wiadomo.

Lecz to nie same wątpliwości, dotyczące zagadkowych inwestycji Berlusconiego wywołały burzę we Włoszech, lecz również podjęta przez jego adwokata próba zablokowania emisji zapowiadanego przez całą niedzielę programu. Niccolo Ghedini, który jest deputowanym partii Lud Wolności i adwokatem premiera, już na 11 godzin przed nadaniem programu z cyklu "Report" w RAI Tre oświadczył, że jest on "kłamliwy" oraz "oszczerczy" i nie powinien zostać wyemitowany bez żadnej wypowiedzi drugiej strony, a więc reprezentanta samego szefa rządu. Zagroził jednocześnie podjęciem kroków prawnych przeciwko autorom programu.

To polityczna, prewencyjna cenzura - oświadczyli oburzeni przedstawiciele centrolewicowej opozycji. Polityk opozycyjnej Partii Demokratycznej Dario Franceschini uznał słowa Ghediniego za przejaw "aroganckiego i haniebnego zastraszania oraz kolejny atak na wolność informacji".

Rzecznik Berlusconiego Paolo Bonaiuti stwierdził, że w sprawie posiadłości na Antigua "nie trzeba niczego wyjaśniać". Opozycja jednak domaga się jednak tych wyjaśnień.

Politycy centroprawicowej koalicji broniąc adwokata premiera argumentują zaś, że to, o co on apelował, to możliwość wypowiedzenia się drugiej strony.

Tymczasem sam Silvio Berlusconi milczy.

Reklama