Rząd Silvio Berlusconiego opuściło w poniedziałek czterech zwolenników przewodniczącego Izby Deputowanych Gianfranco Finiego, który odszedł z partii Lud Wolności i założył ruch Przyszłość i Wolność. Dymisję złożył m.in. minister ds.europejskich Andrea Ronchi. Zdaniem komentatorów dymisja czterech członków centroprawicowego gabinetu to pierwszy formalny akt kryzysu rządowego we Włoszech.

Reklama

Wraz z ministrem Ronchim z rządu Berlusconiego odeszli: wiceminister w resorcie rozwoju gospodarczego, odpowiedzialny za handel zagraniczny Adolfo Urso, podsekretarz stanu w ministerstwie rolnictwa Antonio Buonfiglio i podsekretarz w resorcie ochrony środowiska Roberto Menia. Zgodnie z zapowiedziami złożyli oni listy informując o swej "nieodwracalnej" rezygnacji. Minister pracy Maurizio Sacconi nazwał tę decyzję "zdradą".

Dymisje są rezultatem eskalacji narastającego od miesięcy konfliktu między Berlusconim i Finim, którzy wiosną 2009 roku założyli wielką partią centroprawicy Lud Wolności. 7 listopada Fini zażądał dymisji premiera oraz powołania nowego rządu i ostrzegł, że jeśli Berlusconi nie ustąpi, wycofa swych ludzi z gabinetu.

Premier oświadczył kilkakrotnie od tamtego czasu, że nie zamierza podawać się do dymisji i zapowiedział, że będzie wnioskował o przeprowadzenie w obu izbach parlamentu głosowania nad wotum zaufania dla swego rządu. Z kolei opozycyjna centrolewicowa Partia Demokratyczna już złożyła wniosek o wotum nieufności. Albo Berlusconi, albo wybory - powtarzają politycy koalicji.

Berlusconi świadom tego, że w Izbie Deputowanych ma niewielkie szanse na pomyślny wynik głosowania po tym, jak klub jego partii opuściło 37 polityków, wyraził przekonanie, że w takiej sytuacji należałoby rozwiązać tylko tę izbę niższą. To jego sposób na uratowanie rządu i Senatu, w którym centroprawicy brakuje tylko 1 głosu do uzyskania większości.

Zdaniem konstytucjonalistów takie połowiczne rozwiązanie parlamentu jest jednak niemożliwe.