Na pięć dni przed kluczowym szczytem przywódców państw strefy euro duet Merkel-Sarkozy ma problem z zebraniem poparcia dla swojego paktu dla konkurencyjności. Liderzy europejskich ugrupowań centroprawicowych na piątkowym spotkaniu w Helsinkach dali do zrozumienia, że nie mają zamiaru „germanizować gospodarek”. Z drugiej strony szczyt europejskiej lewicy w Atenach w tym samym dniu zapowiedział fizyczne zablokowanie Brukseli 11 marca. Związkowcy planują blokadę brukselskiego lotniska Zaventem, linii kolejowych i autostrad, by uniemożliwić spotkanie przywódców „17”.

Reklama

Prawica bez entuzjazmu

Merkel próbowała na spotkaniu w Helsinkach przekonać do swoich pomysłów kolegów z unijnej centroprawicy. Niemiecka kanclerz pogodziła się już, że rozmycie części zapisów paktu będzie nieuniknione. Przeciwko pomysłowi zniesienia automatycznej indeksacji płac i emerytur ostro wystąpili m.in. politycy z Belgii, Holandii i Luksemburga, a podwyższeniu wieku emerytalnego sprzeciwili się Austriacy. Wprowadzenia minimalnego podatku od zysku firm nie dopuszcza z kolei przyszły premier Irlandii.

W tej sytuacji kompromisowy scenariusz zaproponowali we wspólnym dokumencie przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy i szef Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso. Zakłada on m.in. zamiast zniesienia indeksacji płac – „decentralizację systemu negocjacji branżowych” oraz uwzględnienie przy określaniu płac „poziomu wydajności pracy” w danym kraju w stosunku do jego sąsiadów.

Dokument pozostawia także każdemu z rządów dowolność, w jaki sposób zamierza zobowiązać się do powstrzymania wzrostu długu publicznego (wcześniej Berlin chciał, aby taki zapis był zawarty w konstytucji każdego z państw). Mimo to Angela Merkel przyznała w trakcie weekendu, że propozycja Barrosa i Van Rompuya to dobra podstawa do negocjacji na nadchodzącym szczycie Unii.

Ofensywa lewicy

Pertraktacje wokół niemiecko-francuskiego paktu próbuje również wykorzystać europejska lewica. Największy problem Merkel może mieć z Grekami, którzy organizują bunt w ramach strefy euro. Na spotkaniu w Atenach po raz pierwszy premier Georgios Papandreu przedstawił w imieniu 9 lewicowych przywódców państw UE alternatywny plan wzrostu. Ma on polegać m.in. na 0,05-proc. podatku od transakcji finansowych, co dałoby 250 mld euro rocznych dochodów. Alternatywny scenariusz zakłada zwiększenie w ciągu 5 lat inwestycji publicznych o 10,9 proc., co – jego zdaniem – pozwoliłoby na utworzenie 8 milionów nowych miejsc pracy i zmniejszeniu bezrobocia średnio w UE do 8,4 proc. osób w wieku produkcyjnym. Z kolei przywódca duńskich socjalistów Poul Nyrup Rasmussen ostrzegł, że doprowadzi do rozpisania referendum w swoim kraju na temat propozycji Merkel, bo zakładają one zmiany w konstytucji. Jego zdaniem takie samo głosowanie (z niewielką szansą na sukces) będą też musiały przeprowadzić rządy Irlandii i Szwecji.

Na spotkaniu w Atenach nie zjawili się dwaj kluczowi premierzy z obozu socjalistów: Hiszpan Jose Luis Zapatero i Portugalczyk Jose Socrates. Nie chcieli być kojarzeni ze sprzeciwem wobec planów oszczędnościowych, w momencie gdy wciąż nie wiadomo, czy uda im się uniknąć bankructwa.