Dziennik Gazeta Prawana logo

Dzieci nie wychodzą na przerwę, bo boją się dilerów

2 czerwca 2011, 12:22
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Dzieci nie wychodzą na przerwę, bo boją się dilerów
Shutterstock
W tym miejscu niepodzielnie rządzą gangi narkotykowe. Do tego stopnia, że przedszkolaki i uczniowie podstawówki przestali wychodzić na szkolne podwórko. Rodzice i nauczyciele boją się zabłąkanych kul.

Przedszkolaki i uczniowie podstawówki na podparyskim przedmieściu po raz kolejny w tym tygodniu nie wyszły na szkolne podwórko ze strachu przed porachunkami młodzieżowych gangów narkotykowych - donosi w czwartek "Le Parisien".

Jak relacjonuje gazeta, w Sevran (departament Seine-Saint-Denis) od wielu miesięcy miejscowi dilerzy budzą postrach mieszkańców, dezorganizując im codzienne życie. To jeden z przykładów zjawiska gangów narkotykowych, które - jak zaznaczają od wielu miesięcy media - "rządzą" na niektórych podmiejskich blokowiskach w owianym złą sławą Seine-Saint-Denis.

Według "Le Parisien", około 600 przedszkolaków i uczniów szkoły podstawowej w Sevran nie mogło w środę wyjść na szkolne podwórko, gdyż za oknem słychać było strzelaninę. Wszystko wskazuje na to, że były to gangsterskie porachunki przy użyciu prawdziwej amunicji.

Dyrekcja placówki zakazała więc dzieciom wychodzenia na szkolne podwórko podczas przerwy. Taka decyzja padła już po raz drugi w ciągu tygodnia - wcześniej, w poniedziałek, jej powodem był pościg "dwóch zamaskowanych osobników" w okolicach szkoły. Choć uczniowie nie byli dotąd nigdy celem ataków, to rodzice i nauczyciele boją się zabłąkanych kul.

"Tylko rano nie ma wystrzałów, poza tym słychać je ciągle" - twierdzi matka jednego z dzieci, uczących się w Sevran, mówiąc, że czegoś podobnego nie widziała w tej miejscowości od kilkunastu lat. Dodaje, że dwa tygodnie temu w okolicy szkoły wybuchła strzelanina, gdy dzieci biegały jeszcze w czasie przerwy po podwórku.

Mieszkańcy Sevran mówią gazecie, że żyją w ciągłym strachu mimo obecności w dzielnicy oddziałów specjalnych jednostek policyjnych. Nie pomaga też policyjny helikopter, który stale przeczesuje okolicę. Nic nie dają zapewnienia miejscowych władz, że skończą one z "dilerami, którzy tworzą prawo".

Mer Sevran, Stephane Gatignon, przyznaje w rozmowie z gazetą, że dyktat dilerów w jego mieście doprowadził do "skrajnie kryzysowej" sytuacji i że mieszkańcy są "zastraszeni".

Jego zdaniem, nawet wzmocnienie nadzoru policyjnego nad walczącymi o wpływy gangami nie przyniosło rezultatu. Gatignon uważa, że wyjściem z tej patologicznej sytuacji jest zmiana prawa, czyli zalegalizowanie we Francji użycia lekkich narkotyków, takich jak marihuana.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Tematy: Francjaprawo
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj