Strajk prowadzą również spółki Soflusa i Transtejo, obsługujące promy rzeczne na Tagu w stolicy kraju, a także firmy transportu zbiorowego w Porto. Wszyscy wysuwają podobne żądania: odstąpienia rządu od kilkuprocentowych obniżek pensji, restrukturyzacji przedsiębiorstw transportowych oraz gwarancji utrzymania etatów w spółkach.

Najwcześniej do akcji strajkowej przystąpili maszyniści. Już w poniedziałek wieczorem na tory nie wyjechały 64 pociągi na terenie całego kraju. Z kolei we wtorek po północy do protestu przystąpili inni pracownicy państwowej spółki kolejowej Comboios Portugueses (CP).

Chociaż związkowcy zapowiedzieli, że kolej wznowi ruch około południa, to władze spółki CP ogłosiły, iż nie należy się spodziewać, aby we wtorek na torach pojawił się jakiś pociąg. "Z naszych informacji wynika, że żaden pociąg nie wyjedzie przez cały dzień; nie będzie też kolejowego transportu zastępczego" - poinformowała rzeczniczka prasowa CP, Ana Portela.

Oczekuje się, że metro w Lizbonie zacznie jeździć we wtorek około południa. W metrze w Porto sytuacja ma ulec normalizacji dopiero w godzinach wieczornych.

Akcja strajkowa jest współorganizowana przez związki zawodowe pracowników transportu kolejowego i miejskiego, a także przez dwie największe portugalskie centrale związkowe CGTP i UGT.

Zaprezentowany w październiku br. rządowy plan strategii dla transportu przewiduje fuzje kilkunastu spółek transportowych, m.in. połączenie stołecznego metra ze strukturami spółki Carris, obsługującej autobusy miejskie. Jej zadłużenie w 2010 r. wyniosło ok. 600 mln euro.

W Lizbonie planowane jest ograniczenie rozkładu linii autobusowych o 10 proc. i zamknięcie metra o dwie godziny wcześniej. Oszczędnościowy program przewiduje też rzadsze kursowanie pociągów podmiejskich i dalekobieżnych.