Do katastrofy w Hiszpanii doszło po koniec lipca. Pociąg ekspresowy wykoleił się na ostrym łuku tuż przed miastem Santiago de Compostella. Wstępnie ustalono, iż maszynista prowadził skład ponad dwa razy za szybko.

Reklama

W wypadku zginęło 79 osób. Była to najgorsza katastrofa kolejowa w Hiszpanii od lat 40. minionego wieku.

"El Pais" opublikowała całość rozmowy która odbyła się między maszynistą a centralą w Madrycie. Garzon był jeszcze wtedy uwięziony w lokomotywie i czekał na ratunek. Wcześniej były znane jedynie jej fragmenty.

Musi być wielu rannych. Pociąg się przewrócił. Nie mogę się wydostać - mówił maszynista do dyspozytora. Podczas rozmowy wielokrotnie powtarzał "biedni pasażerowie" i "mam nadzieję, że nikt nie zginął".

Przyznał też, że jechał zdecydowanie za szybko. - Rozproszyłem się i jechałem 190 km/h, a miałem 80 km/h - mówił maszynista. Przyczyną dekoncentracji miała być rozmowa z konduktorem, który zapytał Garzona o to, na jakim peronie zatrzyma się za chwilę pociąg w Santiago de Compostella.

Maszynista mówił też, że łuk na którym doszło do wypadku jest "nieludzki". - Już mówiłem ludziom od bezpieczeństwa, że to miejsce jest niebezpieczne i coś takiego kiedyś się wydarzy - stwierdził w rozmowie Garzon.