Niemal wszyscy prezydenci USA po zakończeniu kadencji wracają do rodzinnych stanów i miast. Doglądają tam budowy bibliotek-muzeów eksponujących osiągnięcia ich rządów. Obama – jak oznajmił niedawno jego rzecznik – zamierza pozostać przez kolejne dwa lata w Waszyngtonie. Podjął taką decyzję, aby jego młodsza córka Sasha mogła skończyć szkołę średnią w stolicy. Sasha uczy się w elitarnym prywatnym liceum Sidwell Friends Academy i do jej ukończenia brakuje jej jeszcze dwóch klas.
Co będzie robić w Waszyngtonie emerytowany prezydent? Podczas dorocznej kolacji z korespondentami w Białym Domu, na której zgodnie z konwencją sypał dowcipami, Obama pokazał swoim gościom krótki film o tym, jak będzie szukał sobie zajęcia w stolicy.
Zadzwoni na przykład do klubu koszykówki Washington Wizards - ale choć był kiedyś nieźle zapowiadającym się zawodnikiem, klub go nie potrzebuje. Na emeryturze nudzi się, ogląda telewizję razem z byłym liderem Republikanów w Kongresie, Johnem Boehnerem. Myśli o przedłużeniu prawa jazdy, by samemu prowadzić samochód. Ale gdy w wydziale komunikacji przedstawia się , urzędniczka prosi o akt urodzenia. Prezydent pokazuje metrykę i zapewnia, że jest prawdziwa, ale twarz urzędniczki wyraża zwątpienie. To aluzja do sugestii wrogów Obamy, w tym Donalda Trumpa, że naprawdę urodził się nie na Hawajach, a w Kenii, więc nie ma prawa być prezydentem. W końcówce filmu Obama ma wszystkiego dość i leży na kozetce, jak u psychoanalityka (stąd tytuł filmu: „Couch Commander” - wódz naczelny na kozetce). Terapię prowadzi zatroskany wiceprezydent Joe Biden.
Film stał się przebojem w internecie – na YouTube obejrzało go już prawie półtora miliona widzów. Jak oceniają recenzenci, jest naprawdę zabawny - potwierdza poczucie humoru Obamy i zdolność do autoironii.
Tydzień temu Biały Dom ogłosił, że starsza córka prezydenta, Malia, wybiera się na studia na Uniwersytecie Harvarda. Malia kończy szkołę w maju, ale zacznie studiować dopiero w roku przyszłym. Rok przerwy między nauką w liceum a studiami to także dość niezwykły wybór – większość młodych Amerykanów zapisujących się do college'u zaczyna tam naukę od razu. „Gap year”, jak nazywa się w USA taką pauzę, jest bardziej popularny w Europie Zachodniej.
Decyzja Malii (albo jej rodziców?) wywołała mieszane komentarze. Na portalu CNN badaczka trendów edukacyjnych Nina Hoe pisze, że przerwa między szkołą a wyższymi studiami przydaje się młodym ludziom. Odsunięcie w czasie dalszej nauki – argumentuje autorka - umożliwia pracę lub podróże, które sprzyjają nabraniu życiowych doświadczeń i rozwojowi osobowości. Przytacza też wyniki własnych badań, które wskazują, że studenci, którzy zrobili sobie taka przerwę, osiągają na uniwersytecie lepsze wyniki. Dlatego też coraz więcej Amerykanów korzysta z gap year.
Na łamach „Guardiana” Jean Hannah Edelstein zwraca jednak uwagę, że na podobną zwłokę – z gwarancją późniejszych studiów – stać w Ameryce głównie młodzież z zamożnych rodzin, korzystającą z pomocy finansowej rodziców. Biedniejsi zaciągają pożyczki na naukę – trudne potem do spłacenia wskutek drożejącego czesnego – i wolą jak najszybciej zacząć naukę na uczelni, obiecującą potem lepszą pracę.
Obóz przeciwników Obamy zareagował wrogo na wieść o uczelnianych planach prezydenckiej córki. Na stronach internetowych prawicowej telewizji Fox News pojawiły się wpisy rasistowskie. Konserwatywni komentatorzy sugerują, że Harvard – najlepszy uniwersytet amerykański – przyjął Malię tylko . Zdaniem prawicy to szczególna, bo nieformalna, wersja akcji afirmatywnej, czyli obowiązującego w USA systemu preferencji dla mniejszości rasowych.
Na łamach „Chicago Tribune” Rex Huppke napisał, że planując córce przerwę między szkołą a uczelnią, Obamowie propagują , bo gap year jest popularny w Europie i Australii. - oburza się autor. Jego zdaniem zwolennicy zwlekania ze studiami .
Huppke twierdzi, że Harvard .
Dzieci absolwentów uniwersytetów w USA są przyjmowane w pierwszej kolejności, ale dotyczy to nie tylko dzieci prezydentów.