W eksplozji samochodu pułapki w pobliżu hotelu Metropolitan w centrum Bejrutu zginęło dziewięć osób. Rannych jest około 30 osób. Wśród śmiertelnych ofiar jest chrześcijański deputowany Antoine Ghanem. Po eksplozji spłonęły stojące w pobliżu samochody.
Terroryści przeprowadzili zamach sześć dni przed sesją parlamentu, na której mają się odbyć wybory nowego prezydenta Libanu. Deputowany Butros Harb, członek rządzącej większości i kandydat na urząd prezydencki, nazwał wybuch próbą sabotowania wysiłków na rzecz wyjścia z kryzysu wyborczego. Zamach na deputowanego potępił Biały Dom, podkreślając, że "USA stoją u boku narodu libańskiego, walczącego o wolny i demokratyczny kraj".
Zabity poseł jest ósmym libańskim parlamentarzystą antysyryjskim zabitym w zamachu od 2005 roku. Sytuacja w kraju, gdzie krzyżują się wpływy syryjskie, sunnickie, szyickie i chrześcijańskie, jest napięta od końca listopada ubiegłego roku, gdy w zamachu zginął chrześcijański minister przemysłu Pierre Dżemajel.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|