Autor artykułu David M. Herszenhorn pisze, że od czasu potwierdzenia jej kandydatury niewielką większością w lipcowym głosowaniu w Parlamencie Europejskim była niemiecka minister obrony i bliska sojuszniczka kanclerz Angeli Merkel zamknęła się z małą grupą współpracowników, aby przygotować swoją pięcioletnią kadencję, "niewiele pokazując się publicznie i mówiąc jeszcze mniej".

Reklama

Trzymanie się przez nią z boku skłoniło niektórych urzędników Komisji i innych do oskarżenia von der Leyen o "przyjęcie postawy oblężonej twierdzy zamiast budowania mostów z organizacją, którą wkrótce będzie kierować oraz z dyplomatami i europosłami". Urzędnicy zbliżeni do jej zespołu twierdzą, że taka krytyka "jest bezpodstawna i wynika z nieuchronnej niepewności, która ogarnia każdą dużą organizację podczas zmiany przywództwa" - pisze portal.

Nieprzystępność von der Leyen prowadzi niektóre dobrze poinformowane osoby w Komisji do przedstawiania jej jako "wyizolowanej, zmagającej się z utrzymaniem równowagi, czy mającej paranoję na temat ciągłego wpływu byłego sekretarza generalnego KE Martina Selmayra - którego zmusiła do odejścia, aby zyskać poparcie w PE". Polityko pisze też o nieufności szefowej KE do wiceprzewodniczących wykonawczych, zwłaszcza Fransa Timmermansa, który był kandydatem na przewodniczącego KE z Partii Europejskich Socjalistów.

Autor zwraca uwagę, że za wyjątkiem długiej konferencji prasowej na początku września, w czasie której przedstawiała skład swojego kolegium, von der Leyen nie pokazywała się nawet, gdy ostrej krytyce była poddawana nazwa teki jednego z wiceprzewodniczących - "ochrona naszego europejskiego stylu życia".

Nie zareagowała nawet, gdy w zeszłym tygodniu prezydent Francji Emmanuel Macron oskarżył ją o wprowadzanie go w błąd co do perspektyw dla nominowanej do KE Francuzki Sylvie Goulard, która została odrzucona przez europosłów z powodów etycznych, wywołując - jak to określił Paryż - kryzys instytucjonalny.

Politico przypomniana, że odrzucenie Goulard przez PE, a także brak zielonego światła dla kandydatów z Węgier i Rumunii opóźni powołanie nowej Komisji co najmniej o miesiąc. Początkowo nowa KE miała objąć urząd 1 listopada.

"Niektórzy unijni dyplomaci twierdzą, że zacznie jako najsłabsza przewodnicząca Komisji od pokolenia, pogłębiając wrażenie, jakie wywołuje jej status pierwszego przewodniczącego KE od 25 lat, który nie był wcześniej szefem rządu" - czytamy. "Jeśli wcześniej była słaba - mówi jeden z dyplomatów - czy możecie sobie wyobrazić, jak słaba jest teraz" po tym, jak Macron oskarżył ją o dopuszczenie do odrzucenia Goulard?

Reklama

Według przywoływanych przez Politico urzędników KE w obecnym tempie prawdopodobnie do wiosny potrwa kompletowanie zespołu von der Leyen, która teraz ma wokół siebie jedynie garstkę osób, w tym dwóch współpracowników jeszcze z Niemiec.