Guerrero, którego historię w piątek opisał "El Pais", mieszka w małej wiosce koło Castellon w hiszpańskiej Walencji, ma 68 lat i jest z zawodu murarzem.
- opowiedział dziennikowi. - dodał.
Guerrero całą wygraną złożył w jednym z banków i pracował dalej jako murarz, myśląc, że ma pieniądze dobrze ulokowane na lokacie z oprocentowaniem na poziomie 17 proc. w skali roku. Kiedy jednak dwa lata po wygranej przyszedł do banku, aby po raz pierwszy podjąć pieniądze, 30 tys. euro na operację nogi, dowiedział się, że stracił całą wygraną, w tym część zarezerwowaną dla czwórki swoich dzieci - po 650 tys. euro dla każdego.
Dziś jest dzikim lokatorem w swoim własnym domu, który - jak twierdzi - nieświadomie zastawił hipotecznie. Cierpi na depresję i chroniczne zaburzenia lękowe. - powiedział.
W czwartek rodzina Guerrero wniosła czwarte powództwo w sprawie cywilnej przeciwko bankowi. Sprawa ciągnie się już 14 lat. W trzech pierwszych procesach o odszkodowanie sąd stwierdził, że Guerrero nie zna się na sprawach finansowych i nie został poinformowany o możliwych konsekwencjach zainwestowania w produkty wysokiego ryzyka.
ie - mówił z płaczem dziennikarzom w czwartek przed drzwiami sądu okręgowego w Castellon.
- tłumaczył Guerrero.
Do tej pory wygrał już trzy sprawy - sąd zdecydował, że bank ma zwrócić jemu i jego dzieciom ok. 2,3 mln euro, ale ta suma wystarczyła tylko na pokrycie długów.
- powiedział murarz. - dodał.
Guerrero tęskni za czasami, kiedy pracował jako marynarz, rolnik czy murarz. - powiedział i dodał, że kiedyś był "najszczęśliwszy na świecie".