Choć oficjalne wyniki niedzielnego głosowania zostaną ogłoszone w najbliższych dniach, już teraz wiadomo, że w 450-osobowej Dumie znajdą się cztery partie: co najmniej 318 miejsc i konstytucyjną większość zgarnęła Jedna Rosja, komuniści będą mieli 57 mandatów, nacjonaliści Żyrinowskiego 40, zaś Sprawiedliwa Rosja 35.

Opozycja otrzymała poparcie w granicach błędu statystycznego: najlepiej wypadło Jabłoko Grigorija Jawlińskiego, które uzyskało 1,6 proc. poparcia. Ten wynik oznacza, że partia straci prawo do finansowania z budżetu państwa.

Polityczni komentatorzy nie mają wątpliwości, że Kreml dopomógł Jednej Rosji: na opozycję były wylewane kubły pomyj, jej marsze rozbijane, a liderzy więzieni. Ale tylko po części jest sprawcą jej przegranej. "Nawet gdyby opozycji nie utrudniano działania, to nie da się ukryć, że i tak miałaby bardzo słabe poparcie. Liberalne i demokratyczne hasła spotykają się w Rosji z coraz mniejszym zainteresowaniem" - mówi DZIENNIKOWI Dmitrij Babicz, publicysta "Russia Profile".

To po części "zasługa" kremlowskiej propagandy, która konsekwentnie wbija ludziom do głów, że to właśnie liberałowie doprowadzili kraj do ekonomicznego kryzysu i chaosu lat 90., podczas którego dziesiątki tysięcy ludzi straciło swoje oszczędności.

"Oni byli u władzy. Nie pozwólcie im powrócić" - niejednokrotnie przestrzegał przed wyborami sam Władimir Putin. Na korzyść Kremla przemawia także rozwijająca się gospodarka, która korzysta z wysokich cen ropy. "Rosjanom żyje się dziś lepiej i dlatego nie pragną politycznych swobód" - mówi nam politolog Maria Lipman.

Sami demokraci też nie są dla Rosjan zbyt przekonujący. Choć walczą z Putinem od lat, to nie potrafili stworzyć wspólnego obozu z wyrazistym liderem i jasnym programem. Za to się kłócą oraz dzielą ich nie tylko różnice poglądów, ale i osobiste urazy. Sojusz Sił Prawicy od lat zwalcza Jabłoko Jawlińskiego. Garri Kasparow, lider Zjednoczonego Frontu Obywatelskiego i Innej Rosji, nie znajduje wspólnego języka z byłym premierem Michaiłem Kasjanowem, który rok po dymisji nagle przeszedł na stronę przeciwników Putina. "To przypomina błędne koło. Bez zjednoczenia się nie mają szansy na najmniejszy sukces. Wiedzą to, ale nie robią nic, by połączyć swoje siły" - mówi DZIENNIKOWI Lipman.

A przyszłość nie daje nadziei. Dotychczasowe rozmowy o wyłonieniu wspólnego kandydata opozycji przed marcowymi wyborami prezydenckimi spaliły na panewce. Wczoraj Boris Niemcow, jeden z liderów SPS, po raz kolejny zaapelował do przeciwników Kremla o wznowiene rozmów. "Prowadzimy już negocjacje z Kasparowem i Władimirem Ryżkowem, ale chcemy, by przyłączyli się także Jawliński, Kasjanow i Władimir Bukowski" - mówi Niemcow, który także chce kandydować na prezydenta. Żaden z tych sześciu polityków nie zamierza na razie się wycofać.