"W Sarajewie nie było wtedy bezpiecznego miejsca" - uzasadniał wyrok sędzia Patrick Robinson. Trybunał rozliczający zbrodnie z czasów wojny na Bałkanach uznał, że generał Miloszević jest winny ostrzału Sarajewa i terroru wobec cywilów w całej Bośni.

Zbrodniarz usłyszał wyrok 33 lat więzienia. Prokuratorzy chcieli dla niego dożywocia. Ale mimo że wyrok jest niższy, to i tak można go uznać za spełnienie oczekiwań śledczych z Hagi. Miloszević ma już 65 lat i raczej małe szanse na wyjście z więzienia przed śmiercią.

Od 1994 do 1995 roku dowodził on wojskami bośniackich Serbów. Wydawał rozkazy ostrzału Sarajewa z moździerzy. Wysyłał też do tego miasta snajperów, którzy zabijali ludzi bez mrugnięcia okiem. A w Sarajewie były wtedy setki tysięcy cywilów, głównie bośniackich muzułmanów.

Schronili się tam licząc, że wojsko Serbów nie zaatakuje cywilów. Jakże się mylili. Nie pomogli im nawet żołnierze z Holandii, którzy w ramach sił ONZ stacjonowali w pobliżu Sarajewa. Do tej pory w okolicach tego miasta odnajdywane są masowe groby ofiar tego oblężenia.