Pod koniec burzliwych lat 70. Benazir Bhutto ma zaledwie 25 lat. Budzi się w nocy dokładnie w chwili, gdy Zulfikar Ali Bhutto trafia na szubienicę. "Poczułam zimno. Nie mogłam przestać się trząść. Matka była obok, nie potrafiłyśmy wykrzesać z siebie słowa, powiedzieć cokolwiek, co by mogło nas pocieszyć" – wspomina.

Szok. Dotychczas w życiu lubiącej zabawę córki premiera nie było trosk. Podobnie jak w życiu jej ojca. On – syn bogatego feudała i polityka z prowincji Sindh, ona – część potężnej rodziny, z otwierającym wszystkie drzwi nazwiskiem.

Do Pakistanu wróciła zaledwie dwa lata wcześniej, po ośmiu latach studiów na Harwardzie i w Oksfordzie. Niemal w tym samym czasie, gdy w lipcu 1977 roku Zulfikar Ali Bhutto po sześciu latach władzy został obalony przez armię.

Jego proces ciągnął się niemal od samego zamachu. Oskarżony o próbę zabicia jednego z opozycjonistów, zgodnie z oczekiwaniami dostaje wyrok. Dowody są mało przekonujące, ale gdy próbuje odwołać się do Sądu Najwyższego, skład izby zostaje zmieniony tak, by wyrok utrzymać. Nie apeluje, nie prosi o łaskę. On pragnie śmierci. "Będą o mnie śpiewać pieśni" – pociesza córkę, gdy dostają ostatnie pół godziny w celi śmierci, a do wojskowego dyktatora Muhammada Zia Ul-Haqa pisze: „Dziś pan prześladuje mnie, a przyjdzie dzień, kiedy ja będę prześladować pana”.

Historia uczyni go – istotnie – ojcem pakistańskiej demokracji i pierwszym demokratycznie wybranym premierem kraju. W istocie jest po prostu zawodowym politykiem. Prawdziwą karierę robi pod rządami junty wojskowej na przełomie lat 50. i 60. Przez pewien czas jest głównym propagandzistą reżimu i prawą ręką dyktatora Ayuba Khana, później szefem jego dyplomacji, dopiero po 9 latach skłócony z reżimem stworzy opozycyjną Pakistańską Partię Ludową (PPP). W 1967 r. będzie już liderem opozycji. I głównym orędownikiem „demokracji”.

Zulfikar Ali Bhutto otrzyma władzę – najpierw jako prezydent, a później jako premier – po klęsce Pakistańczyków w przegranej wojnie z Indiami o Bangladesz i upadku wojskowej dyktatury. W grudniu 1971 roku wojsko oddaje ją prosto w jego ręce, w czasie gdy Benazir uczy się na Harwardzie.

Jego sześcioletnie rządy to zaledwie druga-trzecia dekada wolnego Trzeciego Świata. Z większością przywódców Azji i Afryki dzieli kompleksy i uprzedzenia. Zachód jest dla niego dwulicowy. Sam wzoruje się na wciąż jeszcze nieskompromitowanym modelu trzecioświatowej konwergencji. "Islam jest naszą religią, socjalizm naszą gospodarką" – mawia jeszcze przed objęciem władzy.

Ale już dwa tygodnie po zaprzysiężeniu na prezydenta ogłasza nacjonalizację banków, przedsiębiorstw ubezpieczeniowych i całego wielkiego przemysłu, który teraz pracuje dla gospodarki planowej i utworzonego właśnie ministerstwa produkcji. Na arenie międzynarodowej udaje mu się wynegocjować pokój z Indiami i zwolnienie 93 tys. jeńców – upokarzającej pozostałości po bengalskiej klęsce. Ale to fasada. 20 stycznia 1972 r. tajne spotkanie naukowców w Multanie rozpocznie lata pakistańskiego programu nuklearnego. "Będziemy jeść trawę, a bomba powstanie" – mówi.

Nazywanie Zulfikara Ali Bhutto demokratą to pomyłka. Już na początku rządów powołuje paramilitarne Federalne Siły Bezpieczeństwa (FSF), które nazywane będą prywatną gwardią Bhutto. Podporządkowuje armię, dominuje parlament, rozbija opozycję. Jest przekonany, że na wszystko ma społeczne przyzwolenie.

"Nikt mi nie będzie mówił, jak mam rozdzielać pieniądze między prowincjami. Jak będę chciał, to skieruję wszystkie środki do swojej rodzinnej Larkany" – krzyczy na jednym z posiedzeń rządu. W marcu 1973 r. FSF otwierają ogień do wiecu opozycji w Rawalpindi, w tym samym miejscu, gdzie później zginie Benazir Bhutto. "W kraju nie ma demokracji, jest dyktatura premiera" – powtarza jeden z dawnych sojuszników Bhutto, Mahmud Ali Kasuri.

Meraj Muhammad Khan, były minister w rządzie PPP, wypadł z łask w 1975 r. Został aresztowany i do końca rządów Bhutto przesiedział w izolatce. "Bhutto był wielki, ale potrafił być okrutny" – powie po latach, gdy po sfałszowanych przez Bhutto wyborach i armijnej interwencji wreszcie wyjdzie z więzienia.

Córka odziedziczy po premierze-populiście talent do przemówień, ale nie posiądzie nawet połowy jego przebiegłości i zimnej krwi. Nigdy tak dobrze jak ojciec nie pozna mechanizmów władzy. Na początku swojej kariery Benazir Bhutto jest przede wszystkim nazwiskiem – jedyną pozostałością po zamordowanym ojcu. To wystarczy. Gdy w 1986 r. wraca do kraju po dwóch latach spędzonych z matką w Londynie, tłum zwolenników gotów jest nieść ją na rękach.

Benazir jest zdeterminowana, by pomścić ojca. Generał Zia, który w 1980 r. stał się przyjacielem Zachodu, gdy militarnie stawił czoła Sowietom, przestaje być już potrzebny. W 1988 r. wojna w sąsiednim Afganistanie jest już wygrana i Zachód nie potrzebuje w Pakistanie dyktatury. W listopadzie odbędą się pierwsze wolne wybory – PPP i ich koalicjanci mają większość. Tuż przed nimi wojskowy dyktator zginie w katastrofie lotniczej wraz z amerykańskim ambasadorem. – Wolałam pokonać go przy urnach, ale o życiu i śmierci decyduje Bóg – mówi Bhutto. Jej misja jest skończona, zaczyna się polityka, w której nie jest aż tak dobra.

W 1988 r. jest u szczytu sławy. Ma 35 lat, jest pierwszą w historii muzułmańską kobietą-premierem. Jej rządy potrwają 20 miesięcy – upadną po pierwszych oskarżeniach o korupcję. Główną rolę odegra w nich świeżo poślubiony mąż Bhutto Asif Ali Zardari. W 1993 r. Bhutto wróci do władzy, ale tylko na niespełna trzy lata. Cały czas atakowana przez konserwatywną opozycję i oskarżana o kolejne afery. Korupcyjne historie zdominują większość jej politycznej kariery, nie dadzą jej spokoju aż do śmierci. Wszystko wskazuje na to, że Bhutto miała sporo za pazurami.

Wśród zarzutów o korupcję jest głównie sięganie do najprostszych schematów: francuska prokuratura ujawni, że koncernowi Dassault oferowano wygrane przetargi na dostawy myśliwców w zamian za wpłacenie 5 procent sumy na konto powiązanej z Zardarim spółki. Część łapówek miała przechodzić bezpośrednio na konta państwa Bhutto w Szwajcarii i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Obrona pani premier jest również klasyczna.

"Dokumenty są podrobione" – mówi. Podobnie będzie się bronić, gdy jednakowo brzmiące dokumenty obciążające ją i jej męża przybędą ze Szwajcarii i z Polski, gdzie wybuchnie afera wokół dostawy 6 tysięcy ciągników i 2-milionowej łapówki za wygrany przetarg. Po latach na jaw wyjdzie jedynie część prawdy – Zardari przyzna, że jest właścicielem posiadłości w Anglii wartej blisko 5 milionów funtów, a jego ubodzy niegdyś rodzice mają podobną posiadłość we Francji. Oboje z Bhutto dostaną też pół roku w zawieszeniu od szwajcarskiego sądu za pranie brudnych pieniędzy.

Polityka wychodzi Bhutto o wiele lepiej w opozycji niż u władzy. PPP wciąż ma miliony wiernych zwolenników, ale każdy rząd Bhutto to pasmo pomyłek. Za jedną z nich Pakistan będzie płacił aż do dziś. W czasie drugiej kadencji pani premier pakistańskie służby pomagają dojść do władzy afgańskim talibom. Pakistańczykom wydaje się, że ma do czynienia z ruchem, który kontrolują. Po latach prawda wyjdzie na jaw: to nie talibowie stali się marionetką Islamabadu – to oni przeniknęli pakistański wywiad i instytucje. Rząd Bhutto wywołał raka, który do dziś trawi pakistańskie państwo.

Większość konsekwencji swoich czynów może obserwować z zagranicy. W październiku 1999 wojskowy zamach stanu obali rząd Nawaza Sharifa i zmusi do emigracji zarówno jego, jak i liderkę opozycji. Bhutto spędzi następne osiem lat na emigracji, dzieląc czas między Londyn i Dubaj. Będzie przyglądać się najbardziej burzliwemu okresowi w historii kraju – dyktaturze Perweza Muszarrafa, trudnemu procesowi konstytucyjnemu i wojnie w sąsiednim Afganistanie. A później rebelii na północy kraju, islamistycznemu wybuchowi i powolnemu upadkowi państwa. Wróci, gdy będzie potrzebna autorytarnemu generałowi jako przeciwwaga dla islamistów. Będzie starannie ważyć słowa, by w swojej krytyce władz nie urazić przywódcy. To on zapewnił jej immunitet, gdy poczuł, że musi podzielić się władzą.

Teraz nie ma z kim. Żaden z kandydatów na następcę Bhutto nie ma takiej charyzmy, takiej władzy i takiego nazwiska. Jej najstarszy syn ma niecałe 20 lat. Dwóch braci zginęło w niewyjaśnionych okolicznościach – pierwszego Shahnawaza w 1985 r. znaleziono martwego w domu we Francji, drugi – lewicowy rewolucjonista, który ojca próbował mścić, tworząc partyzantkę, w 1996 r. zginął z rąk policji, co gorsza w czasie, gdy skłócona z nim siostra była premierem.

Wraz ze śmiercią Benazir Bhutto potężny ród, jedyny, który był partnerem do rozmów dla kogokolwiek, po prostu przestał istnieć. Po raz pierwszy nikt nie zastanawia się, który Bhutto zginie następny.