Prezydent Kenii, 76-letni Mwai Kibaki, zwyciężył w wyborach z przewagą 300 tysięcy głosów nad liderem opozycji Railą Odingą - ogłosiła komisja wyborcza. Zaledwie godzinę później prezydenta zaprzysiężono na kolejną pięcioletnią kadencję.

Przeciwnicy prezydenta nie uznają wyniku głosowania i zapowiadają, że w poniedziałek prezydentem ogłoszą swojego kandydata. Trwające od soboty zamieszki przybierają na sile. Uzbrojeni w kije i maczety młodzi ludzie na ulicach wielu kenijskich miast toczą zaciętą walkę z policją oraz zwolennikami Kibakiego.

Jeszcze wczoraj po zliczeniu 3/4 oddanych głosów, przewagą 300 tysięcy głosów w wyścigu prezydenckim prowadził kandydat opozycji. Chwilę po komunikacie z komisji wyborczej Raila Odinga ogłosił swoje zwycięstwo. Później liczenie głosów wstrzymano, aby zbadać zgłoszone nieprawidłowości wyborcze.

Gdy liczenie wznowiono, po sprawdzeniu niemal 90 procent głosów komisja wyborcza oświadczyła, że przewaga Odingi zmalała już do zaledwie 38 tysięcy głosów. Wówczas zwycięstwo ogłosił dotychczasowy prezydent Kibaki.

Obserwatorzy z Unii Europejskiej przyznają, że wybory mogły być sfałszowane. "Zostaliśmy odesłani z punktów przeliczania głosów, nie otrzymawszy informacji o rezultatach" - mówi Aleksander Lambsdorff, jeden z unijnych delegatów.