W samochodzie są jeszcze trzy dziewczyny, jedna z nich prowadzi. - – opowiada PAP demonstrantka.
Ze swoimi towarzyszami stoi w wielkim korku na ulicy Surhanowa. Prawie wszyscy trąbią klaksonami. Do supersamu Ryga, gdzie – jak się później okaże – zebrało się kilka tysięcy ludzi, jest jakieś 1,5 km, ale samochody przemieszczają się bardzo powoli. Podobnie jak w innych miejscach miasta kierowcy blokują ulicę, by nie mogły przejechać samochody milicji i wojska.
- – mówi jeden z mieszkańców Mińska. Jeszcze w poniedziałek rano, po ostrym rozpędzeniu demonstracji w niedzielę, wydawało się, że to koniec protestu. Ok godz. 18-19 mieszkańcy Mińska wrócili z pracy do domów i znowu wyszli na ulice.
-– opowiadała około 50-letnia kobieta w okolicach supersamu Ryga. Było to już po tym, gdy siły bezpieczeństwa rozpędziły pierwszy protest. Później ludzie przyszli ponownie.
Nieco dalej przy swoim samochodzie taksówkarz pokazuje na telefonie nagrania ze starć na Puszkińskiej. - – opowiada.
- – mówi rozmówczyni PAP. Jutro do Mińska "wybiera się 25 chłopaków z naszego kołchozu", "bo ja z kołchozu jestem" – zaznacza.
Masza, specjalistka IT, była z kolei na Puszkińskiej. - opowiada. - – mówi Masza.
Protesty na Białorusi trwają od nocy z niedzieli na poniedziałek, kiedy ogłoszono wyniki exit poll po wyborach prezydenckich. Według oficjalnych danych głosowanie po raz kolejny wygrał urzędujący prezydent Alaksandr Łukaszenka.