W czwartek wczesnym wieczorem libańskie władze poinformowały, że zespół ratowników z psem ratowniczym wykrył ruch pod zawalonym budynkiem w dzielnicy Gemmayze, jednej z najbardziej zniszczonych w wyniku eksplozji.

Reklama

(Oznaki życia - oddechu i tętna) wraz ze wskazaniami czujnika temperatury oznaczają, że jest możliwe, iż (pod gruzami) jest ktoś żywy - cytuje agencja Reutera słowa jednego z ratowników, Eddy'ego Bitara.

Późnym wieczorem przeszukiwanie ruin budynku zostało wstrzymane na polecenie libańskiej armii. Chodzi o bezpieczeństwo ratowników. Uszkodzone fragmenty domu grożą zawaleniem - powiedział agencji dpa przedstawiciel bejruckiej straży pożarnej.

Zapewnił, że akcja zostanie wznowiona w piątek rano, gdy na miejsce dotrze potrzebny ratownikom dźwig.

Decyzja o przerwaniu poszukiwań wywołała oburzenie wśród ludzi, którzy obserwowali akcję. Wstyd, wstyd i hańba! - krzyczeli w kierunku libańskich żołnierzy pilnujących miejsca poszukiwań.

Trzypiętrowy budynek znajdował się zaledwie kilkaset metrów od portu, w którym 4 sierpnia doszło do potężnej eksplozji 2750 ton azotanu amonu (saletry amonowej). Po wybuchu z budynku pozostał tylko parter i fragmenty ścian.

W wyniku eksplozji zginęło na miejscu lub zmarło później wskutek obrażeń ponad 190 osób, a ponad 300 tys. zostało bez dachu nad głową.