Dziennik Gazeta Prawana logo

Antyamerykańskie show w Moskwie

26 września 2008, 01:43
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Prezydent Wenezueli próbuje rozbudowywać swój antyamerykański sojusz - wczoraj Hugo Chavez miał zawitać do Rosji, z którą, obok płomiennych deklaracji o przyjaźni, łączą go już wspólnie organizowane manewry wojskowe oraz lukratywny handel bronią - pisze DZIENNIK.

Chavez wybrał się do Moskwy prosto z Pekinu, gdzie podpisał miliardowe kontrakty naftowe. O ile Chińczycy stają sie dla niego ważnym partnerem handlowym, o tyle Rosja wyrasta na kluczowego partnera politycznego wenezuelskiego lidera. Widać to choćby po ożywionej współpracy dyplomatycznej - nie dalej jak kilka dni temu z Caracas wrócił rosyjski wicepremier Igor Sieczin, a sam Chavez był w Moskwie ledwie dwa miesiące temu. "Ameryka Łacińska odradza się po epoce mrocznych rządów imperium gringos i potrzebuje przyjaciół takich jak Rosja" - mówił Chavez przed wyjazdem. "Budowniczy socjalizmu XXI w." mówi zresztą otwarcie, że sojusz z Moskwą i kupowana od niej broń ma ochronić jego kraj przed agresją Waszyngtonu.

Kiełkująca już wcześniej rosyjsko-wenezuelska przyjaźń rozkwitła, po tym jak Rosja, atakując Gruzję, wplątała się w kolejny konflikt z Zachodem, przede wszystkim ze Stanami Zjednoczonymi. "Układ urządza obie strony. Chavezowi daje wsparcie w jego antyamerykańskiej ofensywie, a Moskwie pole do pokazu siły na terenie dotychczas zarezerwowanym dla wpływów USA" - mówi DZIENNIKOWI politolog Aleksiej Makarkin. "To odpowiedź na działalność USA w krajach WNP, Ukrainy i Gruzji" - dodaje. Współpraca w dziedzinie energetyki, rosnący eksport do Wenezueli kompleksowego uzbrojenia, m.in. śmigłowców, okrętów podwodnych i kałasznikowów, a także zaplanowane na listopad wspólne manewry morskie na Karaibach tylko cementują tę przyjaźń. Dziś będzie można ją obserwować w pełnym rozkwicie, gdy Chavez spotka się w Orenburgu na południu Rosji z prezydentem Dmitrijem Miedwiediewem.

Jednak nie tylko w Rosji dyplomatyczna wyprawa Chaveza łączy interesy i politykę. Wszędzie, gdzie to możliwe, Wenezuelczyk wzmacnia antyamerykański sojusz, wszelkimi sposobami usiłuje także uniezależnić się ekonomicznie od Waszyngtonu. Swoje tournee rozpoczął od Kuby, gdzie obiecał Raulowi Castro pomoc w zlikwidowaniu skutków huraganu "Ike". Stamtąd ruszył do Chin, gdzie podpisał umowę o wspólnej budowie rafinerii naftowej w Wenezueli. Chavez chce, by w przyszłości Chiny stały się ważnym nabywcą południowoamerykańskiej ropy, co ma zmniejszyć zależność Wenezueli od eksportu do USA. "Do 2012 roku sprzedaż surowca do Chin wzrośnie trzykrotnie - do miliona baryłek dziennie" - zapowiedział w Pekinie. Jednocześnie przekonywał, że jest maoistą i przepowiadał rychły "upadek globalnego kapitalizmu".

Kolejnymi przystankami na trasie podróży Chaveza będą Francja i Portugalia.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj