- zauważa w opublikowanym w poniedziałek komentarzu w "Sueddeutsche Zeitung" (SZ) Daniel Broessler.
Gerhard Schroeder "ma prawo to wszystko mówić. On żyje w wolnym kraju. Jego cynizm nie ma granic poza tymi, które on sam może jeszcze uważać za konieczne. Jako były kanclerz Niemiec nie ma zakazu stawiania się na usługach rosyjskich koncernów energetycznych i rosyjskiego prezydenta" - pisze SZ. .
Z kolei - zauważa publicysta.
.
Nie ma to nic wspólnego z tym, jak "socjaldemokraci pozycjonują się teraz w kwestii dostaw broni na Ukrainę. Do tej pory ta debata i tak była w dużej mierze symboliczna, bo Ukraina raczej nie oczekuje od Niemiec istotnych dostaw, jeśli chodzi o wyposażenie swojej armii" - pisze SZ. "Chodzi raczej o to, czy Scholz może w najbliższych dniach i tygodniach polegać na swojej partii, wtedy gdy szuka dyplomatycznych sposobów, by mimo wszystko zapobiec wojnie. Ale także wtedy, gdy będzie musiał włączyć Niemcy do frontu zachodniego przeciwko rosyjskiej agresji".