EWA JASIEWICZ*: Właśnie przed chwilą spadły bomby na więzienie. Ludzie mówią, że widzieli samoloty F-16 i śmigłowce Apache. W bombardowanym więzieniu byli jeszcze aresztanci. Nikt nie
zdążył ich wypuścić. Regularnie, co godzinę, są nowe naloty. Skala zniszczeń jest ogromna.
Bomby spadły na pewno na parlament. Zresztą cała Strefa Gazy jest atakowana. Najbardziej ucierpiało jednak Gaza City. Tu znajdują się biura Hamasu - najważniejszy cel. Problem w tym, że
Strefa Gazy jest gęsto zaludniona. Właśnie dlatego nie może być mowy o precyzyjnym namierzaniu celów i omijaniu budynków cywilnych. Będzie znacznie więcej ofiar niż podają media.
Izrael bombarduje gdzie popadnie. Każdy wybuch to mnóstwo betonowych odłamków. Właśnie one ciężko ranią wielu ludzi. Jestem w tej chwili w dzielnicy Rimal, przed chwilą bomby spadły na
posterunek policji na rogu. Patrzę przez okno i widzę zwisające resztki okiennic. Wszędzie unosi się dym. Czuć swąd. Jeśli ktoś decyduje sie wyjść na miasto, to tylko po to, by jechać do
szpitala i sprawdzić co dzieje się z krewnymi. Dziś jechałam do szpitala z taksówkarzem, który opowiadał, że w nalotach zginęło trzech członków jego rodziny: ojciec, wujek i kuzyn.
Dominujące uczucia teraz to strach przemieszany z wściekłością. Dziś zaczepiła mnie zrozpaczona kobieta. Krzyczała, że teraz na pewno obłoży się bombami i wysadzi się gdzieś w Izraelu.
Sama nie rozumiem dlaczego Izrael stosuje odpowiedzialność zbiorową i chce ukarać 1,5 mln ludzi zamieszkujących Gazę. Naloty zaczęły się o 11.30. Gdy dzieci wychodziły ze szkoły.
* Ewa Jasiewicz - pracuje dla palestyńskiej organizacji humanitarnej Wolna Gaza działającej w Gaza City