Skazańców, którzy zgodzili się na służbę w szeregach wagnerowców, wyprowadza się do specjalnego pomieszczenia i pokazuje im się tam na tablecie nagrania egzekucji. "Dezerterzy mówią (na tych nagraniach), że są zdrajcami, ponieważ porzucili swoich towarzyszy broni na pierwszej linii frontu. Potem strzelają im w tył głowy" - relacjonował jeden z więźniów-żołnierzy z grupy Wagnera, cytowany przez niezależne media.

Reklama

Rozmówcy BBC z grupy Wagnera potwierdzili, że znane im są co najmniej trzy przypadki zabójstw dezerterów. Wcześniej, w listopadzie, rosyjski opozycyjny portal Meduza nagłośnił morderstwo więźnia-najemnika, który oddał się na Ukrainie do niewoli, a następnie został pojmany przez wagnerowców. Mężczyzna miał zostać bestialsko zabity młotem kowalskim.

Wolność w zamian za walkę

Od lipca z Rosji napływają doniesienia o masowej rekrutacji więźniów i wysyłaniu ich na front. Za realizację tych działań odpowiada Jewgienij Prigożyn - biznesmen blisko związany z Kremlem i właściciel grupy Wagnera. We wrześniu w sieciach społecznościowych i mediach pojawiły się nagrania, na których widać, jak Prigożyn agituje więźniów w koloniach karnych, obiecując im wolność w zamian za udział w walkach.

Pod koniec listopada szef ukraińskich władz obwodu ługańskiego Serhij Hajdaj powiadomił, że tylko na odcinku frontu pomiędzy Biłohoriwką i Bachmutem w Donbasie, na wschodzie Ukrainy, w działaniach zbrojnych uczestniczy około 2 tys. rosyjskich więźniów, zwerbowanych na wojnę w zakładach karnych.

W październiku sztab generalny ukraińskiej armii informował, że część skazańców z Rosji próbuje uciekać z frontu i wrócić do swojego rodzinnego kraju.