We wtorek portal wPolityce.pl podał, że w czasie, gdy Rafał Trzaskowski piastował stanowisko ministra administracji i cyfryzacji, jego resort umożliwił reprywatyzację 55 nieruchomości. Portal podkreśla, że działo się to w czasie, gdy afera reprywatyzacyjna była już znana mediom i urzędnikom. "Co ciekawe, w resorcie Trzaskowskiego wydano taką decyzję dla nieruchomości przy ul. Mokotowskiej 40 - jednego z symboli dzikiej reprywatyzacji" - podano w materiale.

Pytany o tę sprawę we wtorek w "Polsat News" Trzaskowski ocenił, że "to jest bzdura". - Widać, że jak idzie dobrze nam kampania, to się szuka absolutnie wszystkiego - zaznaczył. - Otóż urzędnicy w ministerstwie administracji za wszystkich ministrów, łącznie z ministrem (Mariuszem) Błaszczakiem, wydawali techniczne decyzje po to, żeby móc wpisać kamienice czy nieruchomość do księgi wieczystej - wyjaśnił Trzaskowski.

- I urzędnicy ministerstwa administracji nie mieli nic wspólnego z całym postępowaniem dekretowym i nie mogli go kwestionować i wszyscy o tym wiedzą, sprawa jest ogólnie znana - zapewnił kandydat Koalicji Obywatelskiej na prezydenta Warszawy.

Dopytywany o decyzję ws. nieruchomości przy Mokotowskiej 40, o której pisał portal wPolityce.pl, Trzaskowski powiedział, że "za każdego ministra urzędnicy wydawali tego typu techniczne decyzje". - Również za ministra Błaszczaka. I nie było żadnych podstaw do tego, żeby je kwestionować - zaznaczył.

- A poza tym, w samym, procesie - to nie jest proces dekretowy, tam jest SKO, tam są sądy, a nie ministerstwo administracji, i o tym wiemy od lat  - zaznaczył Trzaskowski. - A teraz próbuje się robić takie wrażenie, że ja miałem cokolwiek wspólnego osobiście z reprywatyzacją i mogłem ją zatrzymać. To jest absolutna bzdura - podkreślił.

Jak dodał, sam ma "jednoznaczną ocenę procederu reprywatyzacji". Trzaskowski wskazał ponadto, że do tej pory nie została uchwalona ustawa reprywatyzacyjna, która pomogłaby lokatorom reprywatyzowanych kamienic.