Na szczęście były to tylko . Ale wszystko wyglądało bardzo poważnie.
"Zakładnicy" - prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz i 15 członków Zespołu Zarządzania Kryzysowego - dowiedzieli się o tym w ostatniej chwili.
"Chodziło nam o to, by i by osoby, które znajdą się w autobusie i zostaną <porwane>, zobaczyły, jak wygląda to z drugiej
strony" - wyjaśnił rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski.
Wszystko odbywało się na wyjazdowym posiedzeniu Zespołu Zarządzania Kryzysowego Warszawy o przeciwdziałaniu atakom terrorystycznym w środkach komunikacji miejskiej, 25 listopada.
"Początkowo pani prezydent i 15 innych członków Zespołu Zarządzania Kryzysowego mogło zobaczyć . Kilka
minut później goście zostali zaproszeni do autobusu, by pojechać w miejsce, gdzie miał się odbyć kolejny etap pokazu. Wtedy do pojazdu wbiegło dwóch uzbrojonych mężczyzn. Zakładnikom
grozili bronią" - relacjonował Sokołowski.
Po kilku minutach do akcji wkroczyli funkcjonariusze Biura Operacji Antyterrorystycznych KGP wsparci przez pojazd opancerzony i środki pirotechniczne.
.
"Pani prezydent, podobnie jak inni zakładnicy, zachowywała się bardzo spokojnie. " -
przyznał Sokołowski.